Raj? Tylko dla łasuchów

"Słodki -Słony" to niewielka cukiernio-restauracyjka w Śródmieściu. Miejsce, gdzie dostaniecie słodkości z najwyższej półki, z prawdziwego masła i śmietany, z ekologicznych jajek, i z wanilią, a nie waniliną.

Próbowałam chyba wszystkich ciast, jakie można tam dostać. Niebezpieczeństwo polega na tym, że jeśli raz kupi się tam tort (polecam zwłaszcza kawowy i czekoladowo-truskawkowy), to inne mogą przestać nam smakować. Drożdżówki z kremem waniliowym to mistrzostwo świata i nigdy nie jadłam tak pysznego ciasta czekoladowego z wiśniami jak tam. Nawet mazurki, za którymi nie przepadam, smakują wyśmienicie. Na dodatek wszystko to wygląda tak obłędnie, że aż szkoda jeść i każdy kęs urasta do rangi wydarzenia.

A teraz zejdźmy na chwilę na ziemię i porozmawiajmy o cenach, które już nie są takie słodkie, żeby nie powiedzieć... słone. Drożdżówka kosztuje 5 zł, kawałek tortu to wydatek rzędu 18-25 zł. Jeśli porównać to z pierwszą lepszą cukiernią to faktycznie drogo. Ale z drugiej strony za tę cenę dostajemy wielką porcję rozpływającego się w ustach deseru. W Coffee Heaven mały kawałek szwedzkiego torciku kosztuje 12 zł. Zwykle wygląda na obeschnięty, jakby stał w lodowce pokrojony od kilku dni. Nie wiem jak smakuje, bo jakoś nigdy się na niego nie skusiłam. W Bariście najtańsze ciasto to wydatek rzędu 6 zł (muffinka albo brownie), i choć świeże i smaczne, to nadal jest to tylko zwykłe ciastko, a nie dzieło sztuki cukierniczej.

Niestety, do słodkości w "Słodkim" trzeba sobie zamówić herbatę, a smakosze i tak nie będą usatysfakcjonowani. Zamówicie espresso (10zł!) - dostaniecie lurę w filiżance do cappuccino. Obsługa też "jak się trafi". Jest kilka sympatycznych dziewczyn, jednak przeważają nadąsane i robiące łaskę, że w ogóle kogoś obsługują. Jak już się człowiek przestanie ekscytować jedzeniem, to ta atmosfera może sprawić, że następnym razem weźmiecie ciasto na wynos.


W części "słonej" polecam wszystkim sałaty (25-30 zł). Nie ma w Warszawie drugiego takiego miejsca, które mogłoby konkurować w tej kategorii ze Słonym. Zamawiasz sałatę i dostajesz porcję chrupiącej zieleniny ze świeżymi dodatkami, i to tak dużą, że spokojnie można ją zjeść zamiast obiadu. Tu widać różnicę między sałatą, a sałatką. Jestem miłośniczką zieleniny w takim wydaniu.

Jak widać to miejsce ma swoje niezaprzeczalne zalety, ale i sporo wad. Jak w życiu, raz słodko, raz słono. Pyszne ciastka, klimatyczny wystrój i Żebrowski siedzący przy sąsiednim stoliku są w stanie sporo wynagrodzić. Mimo wszystko warto zajrzeć, a nuż trafimy na kelnerkę w dobrym nastroju.

Słodki... Słony...
ul. Mokotowska 45
Warszawa
dodajdo.com

19 komentarze:

Pójdziemy na ciastko? :)

Pójdziemy.
A zrobisz mi pyszną kawę w domku? :)

a co to za prywata!?;)

ciii. ;)
Idziesz z nami na ciacho?

Hmm...
Czepnę się w kwestii formalnej :)

Ulica owszem, Moktowska, ale dzielnica Śródmieście :)

Mokotów zaczyna się od Placu Unii Lubelskiej, z którego zniknęła urocza Rogatka.

Pozdrawiam

Po przeczytaniu tego wszystkiego mam ochotę na pyszną wielką drożdżówkę!!! Hiszpanie niestety nie mają o tym zielonego pojęcia! Nasze polskie ciasta i ciasteczka bija na głowę hiszpańskie "smakołyki". Z hiszpańskich słodyczy to jedynie odpowiada mi turron, o którym pisałam na moim blogu.
Pozdrawiam i życzę smacznego!

Intel-e-gent, masz rację, zapędziłam się trochę na ten Mokotów, może dlatego, że taki mi bliski. ;) Dzięki, już poprawione.

Agnieszko, ja widzę tylko jedno rozwiązanie tego problemu - zrobić sobie jakieś ciastko samemu. :)

takie pyszności opisujesz a ja przed świętami muszę myśleć o linii bo teściowa będzie mnie w święta tuczyć

Ja uważam, że akurat w święta to trzeba zapomnieć o diecie i linii, żeby się nie stresować i móc w pełni docenić smak domowych wypieków.:)

hmmmm
chciałabym tak :)
staram się
tylko ubrania coraz bardziej sie w praniu kurczą

I.nna

:)

Ale ciacha to tam faktycznie są pyszne. Choć ja wolę pobliską Kawkę, gdzie (po znajomości) mam dobrą, domową atmosferę i pyszne ciasto czekoladowe :)

Choć kawa mogłaby być w Kawce akurat lepsza, ale nie można mieć wszystkiego ;)

A na Mokotów zapraszam do Portucale, na mus czekoladowy ;)

(co ja tak o tej czekoladzie?? ;p )

W moim aktualnym położeniu geograficzno- gastronomicznym zdecydowanie wybieram opcję "zrób to sam":) Tym bardziej, że uwielbiam piec najróżniejsze ciasta i ciasteczka:)

Intel-e-gent, na Mokotowie w tej okolicy to jeszcze Zielnik godny uwagi. W Kawce nie byłam, ale Magdaro się wybiera, więc pewnie wkrótce będzie i stamtąd relacja. :)

Agnieszko, ale Ty masz tam klimat o wiele przyjemniejszy niż my tu, w Polsce, więc taką drobną niedogodność jak brak drożdżówek chyba da się przeżyć. ;)

Intel-e-gent, witam na kawowym, stary druhu!!!:)))

Magdaro, do Kawki idziemy razem :)

Mam tam zniżki ;p

O, no to wpisuję sobie w kalendarz na nowy rok i idziemy testowac Kawkę na Koszykowej:)

Kochane, robicie mi takiego smaka, że przy najbliższej służbowej wyprawie do stolicy z pewnością zahaczę o to niezwykłe miejsce!

Słodkie tłuste i słodkie ale trudno się oprzeć. Niestety słone z mikrofali. Porażką największą były bakłażany zapiekane z serem kozim bardzo złej jakości (przypominał gumę z aromatem kozim) i to wszystko lekko było tylko podtopione w mikrofali. Ratatouille też z mikrofali. Złone skreśliłam, słodkie w desperacji raz w roku.