Mała Szwajcaria

Wkrótce zawita zima, część z nas zabierze narty i deski i pojedzie w góry. To zatem dobry czas, by zdradzić Wam, gdzie warto się udać, by posilić strapione wyczynami na stoku ciało. Nie wiem, jak Wy, ale ja w górach zawsze marzę o chwili, kiedy strudzona zejdę ze szlaku i napiję się grzanego wina lub piwa, zagryzając rybką ze strumyka, a na deser poprawiając gorąca szarlotką.

W liceum i na studiach złaziłam polskie góry dość konkretnie. Dzisiaj jednak, z braku czasu, mogę sobie pozwolić jedynie na wyjazd do Zakopanego. Kiedyś miałam je w pogardzie, jako miejsce wypoczynku mieszczuchów i ogólnie osadę lansu. Dzisiaj nieco spokorniałam, z wymienionych wyżej przyczyn.

W kwestii kawiarni Zakopane mnie nieco rozczarowuje - prawie ich nie ma, nie licząc sieciówek. Nawet to rozumiem: jak już ktoś płaci za miejscówkę, od razu woli serwować full opcję - grilowane oscypki z żurawina, chleb ze smalcem, pstrągi i inne. Szczytem głupoty sa dla mnie lokale nawiązujące do fast foodów: MacGóral i inne podobnie nazwane miejsca, ale pominę ta kwestię.
Kulinarnie mam w Zakopcu trzy typy. Dzisiaj będzie o jednym z nich: Małej Szwajcarii.



I tutaj nie obywa się bez lekkiego przegięcia (smak potrawa psuje beznadziejna muzyka), ale mimo wszystko darzę to miejsce szczególnym sentymentem. Gdyż albowiem tam mi się oświadczył mój ślubny:) Pani kelnerka co prawda popsuła mu niespodziankę, bo za moimi plecami robiła do niego porozumiewawcze miny nie bacząc na to, że za plecami Pitera było... lustro, w którym wszystko widziałam. Tym niemniej, odrzucając sentymenty, Małą Szwajcarię warto odwiedzić, zwłaszcza zimą, bo jest urokliwa, stoi w pewnym oddaleniu od Krupówek, w środku jest miło, jasno i przyjemnie, no i podają pyszne founde i raclette, które są specjalnością tej restauracji.

Kawa również jest niczego sobie. Podana jak należy, szału nie robi, filiżanki do espresso nie podgrzane a sam napój gęstością nie grzeszy, ale też nie jest kwaśny i lurą bym go nie nazwała. Jeśli nie jesteście głodni, możecie zatem wstąpić na jeden z pysznych deserów.
Tak więc, chociaż kawie daję mocne 3*, to sam lokal oceniam na 4 - w końcu w górach kawę to sie pije z kawiarki, a do lokali gastronomicznych chodzi sie w innym celu. Biorąc pod uwagę otoczenie i klimat innych zakopiańskich restauracji, Mała Szwajcaria wypada bardzo miło i można jej nawet wybaczyć okropną muzykę w tle. (Serwują kiczowaty pseudo-folk lub czasem nawet hity dance. Kiedyś im po prostu kupię jakiś miły smooth jazz razem z pakietem tantiemów (myślę, że to chodzi o tantiemy) albo cokolwiek zamiast tej siekanki, którą puszczają z głośników, a która do stylu knajpy i serwowanych dań pasuje jak pieść do oka. no ale kwestia muzyki serwowanej w kawiarniach i restauracjach to zupełnie inna kwestia).

Mała Szwajcaria
Zakopane, ul. Zamoyskiego 11
www.malaszwajcaria.pl
dodajdo.com

7 komentarze:

Kelnerka robiąca miny do Twojego męża powaliła mnie na kolana - musiałaś mieć niezły ubaw :-)
Ja tam do Zakopca mam sentyment, jeździłam tam na jakieś zielone szkoły i to miejsce zawsze będzie mi się dobrze kojarzyć. A że dzisiaj jest tam lans? Ech, niech sobie będzie.

P.S. Na Nowym Świecie wypatrzyłam dziś nową kafejkę, na M. (zabij, nie pamiętam pełnej nazwy), po tej samej stronie co Vincent, tylko bliżej de Gaulle'a. Z dopiskiem "Z ziemi włoskiej do Polski" - wiesz może, co to?

o, nie widziałam, a byłam tam ostatnio na spacerze... Ale przyjrzę się przy najbliższej okazji.

Zdaje mi się, że nazywa się Malavi.

Ech, te sentymenty... Ja ze względu na nie podobnym uczuciem darzę Sopot. A Zakopane swój urok ma, choć mnie korki na zakopiance zniechęcają do jazdy w tamtą stronę.

a ja polecam zaglądnąć do antraktu, miła atmosfera, fajny wystrój,przystęone ceny. oczywiscie krupówki, przeciwna strona kościoła, nieco wyżej. zdaje się, że w miejscu,gdzie zaczynają się budki z pamiatkami. Polaca górlaka:)

Good post man, just looking around some blogs, seems a pretty nice platform you are using

I ponder wahy the other specialists of this sector do not understand this. You should