Chocolate Club, czyli czekoladowa nirwana

Wyobraźcie sobie gładką, lśniąca czekoladkę. Bierzecie ją do ręki, próbujecie... Najpierw słychać trzask łamiącej się czekolady, a w ustach pojawia się wyraźny smak kakao. Czekoladka rozpływa się w ustach, smaki tańczą na języku, a potem otulają podniebienie. I liczy się tylko ta chwila i ten smak, jakby świat się na chwilę zatrzymał.

Miłość do kawy często idzie w parze z uwielbieniem dla czekolady. Niewiele rzeczy sprawia mi tyle przyjemności, co celebrowanie czekolady najwyższej jakości. Wczoraj zupełnie przypadkiem trafiłam do miejsca, które mnie oczarowało i sprawiło, że poczułam się jak dziewczynka w sklepie z marzeniami. Kto by pomyślał, że tyle magii kryje w sobie serce Wola Parku, olbrzymiego centrum handlowego?

"Belgian Chocolate Club", bo o tym mowa, to kawiarnia, pijalnia czekolady i sklep z czekoladowymi cudami w jednym. Wyobraźcie sobie olbrzymią sklepową ladę z szybką, a za nią piramidki ze wszystkich rodzajów czekolady, jakie tylko sobie można wyobrazić. Eleganckie pralinki, trufle, czekoladowe misie... Nie mogłam od nich oderwać oczu. Oczywiście miałam problem z wyborem - tym bardziej, że wszystko to zostało wyprodukowano z belgijskiej czekolady, słynącej ze swej jakości na całym świecie. Spróbowałam kilka. Najlepsza była gorzka czekoladka z chili. Uwielbiam to połączenie.

A potem przyjemne zaskoczenie - biała czekolada z cointreau, polecona przez sprzedawczynię. Zaskoczenie - bo przepyszna, a przecież ja za białą czekoladą nie przepadam. Im ciemniejsza, tym bardziej mi smakuje, choć przyznam, że odkrycie tej prawdy zajeło mi sporo czasu. Mam wrażenie, że do gorzkiej czekolady trzeba po prostu dorosnąć - tak jak do oliwek, wytrawnego wina czy espresso....

Oczywiście nie mogłam wyjść stamtąd bez spróbowania kawy. Czekałam na nią z bijącym sercem, myśląc sobie, że przecież nie może być tak pięknie, żeby wszystko tu było takie pyszne jak ta trufla z chili. Dostałam prawdziwe espresso w porcelanowej filiżance, z brązowym cukrem dla osłody i szklaneczką wody. Gęste, aromatyczne espresso z orzechowa pianką. W gruncie rzeczy dość łagodne, bo nie wydawało mi się gorzkie ani kwaśne nawet po degustacji czekoladek. Byłam w siódmym niebie. Aż żal, że właściciele Chocolate Club nie wybrali sobie jakiejś bardziej urokliwej lokalizacji.

A na deser garść konkretów. Pralinki dostępne są w 140 smakach, kupuje się je na wagę i 1 sztuka kosztuje ok 2 zł. Espresso - 6zł, ale jedna wybrana czekoladka jest gratis do każdej zamówionej filiżanki.
Można kupić czekoladki "na wynos" - wtedy pakowane są w tekturowe pudełeczko z atłasową wstążką. W zależności od okazji można też wybrać coś ze specjalnej oferty - zainteresowanych odsyłam po szczegóły na stronę www.eurogift.pl.
dodajdo.com

9 komentarze:

Uprzejmie donoszę, że byłam tam jeszcze raz. Jeśli chodzi o czekoladę z chili, to trufle nie mają sobie równych.

A czekolada do picia (wybrałam klasyczną deserową, jest jeszcze mleczna i z różnymi dodatkami)jest chyba najlepsza w mieście... I duża porcja - podzieliłam się nią z J. i oboje się zapchaliśmy do tego stopnia, że przeszła nam ochota na obiad.

Zajrzą koniecznie, jesli bede w okolicy!

Ja byłam i dla kawy tam nie wrócę... Piłam bowiem tylko "delikatną" wersję kawy bo było to latte z syropem (dokładnie nie pamiętam ale chyba waniliowym) smakowym. Nie czułam ani kawy, ani syroku ani mleka, więc nawet nie mogę stęknoć że to był napój kawowy... Latte bylo serwowane w szklance więc wszystko niby ok ale smak mi nie odpowiadam. Jednak mój A. zamówił białą czekolade na zimno z jakimiś orzeszkami i przyznał że nigdy nie pił nic aż tak dobrego:). Pralinki rzeczywiście wyglądają obłędnie. Ul Chmielna w Warszawie ostanimy laty bardziej straszy niż zachęca do spaceró ale miejmy nadzieję ze to się zmieni. Niestety bądź "stety" bo zależy kto co potrzebuje wnętrze Chocolate Club nie jest w "randkowym" stylu.

Podzielam opinię.Ich czekolada jak żadna inna rozlewa w ustach swoje aromaty wyzwalając wzniosłe zdumienie nie tylko na podniebieniu. Kawa podobnie - słów brak aby opisać w wystarczających superlatywach. Do kawy gratisowa niebiańska pralina. Jedna z wielu... wykwintna, elegancka – do kawy idealna. Początkowo miała być tylko słodkim dodatkiem, z czasem zaczęła odgrywać główną rolę.Bywam i w Woli i na Chmielnej (ostatnio również przejazdem w Poznaniu)i jeszcze ani razu nie udało mi się wyjść stamtąd bez zapasu pralinek, które wchłaniam w domu w tajemnicy przed resztą. Takie potajemne wynagrodzenie za wszystkie inne wyrzeczenia. Nie wiem komu, lecz dziękuję za te miejsca...

Ja byłam w pijalni na Chmielnej kilka tygodni temu (nie wiem która była pierwsza, czy ta na Woli, zdaje się jednak, że ta w Centrum niedawno jest otwarta, bo w lipcu jej jeszcze nie było). Widok czekoladek i pralinek za ladą mnie wręcz zahipnotyzował, oczu nie mogłam oderwać:D
Piłam cappuccino i wybrałam do niego ciemną truflę z chili. Niebo!:)

Pozdrawiam!

So beautiful posts,all I like,hope to be better then,and enjoy yourself,good luck in your life.Thanks for your ideas to something.

This is very nice one and gives in-depth information

Good post man, just looking around some blogs, seems a pretty nice platform you are using

Jak dla mnie świetny wpis. Pozdrawiam serdecznie.