Tylko dla palących. Dużo palących...

Do Antykwariatu trudno trafić. Trzy razy przemierzyłam odcinek Żurawiej pomiędzy sklepem z butami Ryłko a Smakami Warszawy i nie zauważyłam drzwi do lokalu. Padał śnieg, było ciemno i żadnego szyldu. Niestety to nie jest tak, że to miejsce dla wtajemniczonych. Może wtedy łatwiej byłoby o jakieś wolne miejsce. Kto by pomyślał, że we wtorek wieczorem takie tłumy ściągną do miejsca klimatem przypominającym Kraków ze starych filmów - coś pomiędzy antykwariatem, stryszkiem a nieco zagraconym mieszkaniem babci-krakuski?

Nie wiem, czy rolę wabika odgrywają tu zakurzone książki, kiwające się stoliki, czy możliwość usiądnięcia w szafie. Stawiałabym na możliwość polansowania się z książka w jednej, a papierosem w drugiej ręce.
Było tam kilku takich (pseudo)intelektualistów. I to chyba najbardziej mi przeszkadzało. Ten wszechobecny dym. To jest gorsze niż mole wylatujące z kanap, gorsze nawet od chęci sprawdzenia, czy stoliki się nie lepią. Mnie ten pseudoantykwaryczny klimat jakoś nie zauroczył i raczej więcej tam nie pójdę. Tym bardziej, że jest dość drogo, tłoczno i okropnie zimno. Nie dość, że ciągnie od okien, to jeszcze non stop uchylone drzwi wejściowe (to jedyna opcja wietrzenia) sprawiają, że gdzie się nie usiądzie, tam wieje po plecach.

Na rozgrzewkę zamówiłam dużą kawę z cointreau i bitą śmietaną, za całe 16 zł. Przyzwoita. Prawdziwa bita śmietana i nawet alkoholu nie pożałowali. Mają tam też przyzwoity wybór herbat serwowanych w dzbanuszkach (10 zł) i ekspresowych (5 zł - czy tylko mi się wydaje, że to złodziejska cena jak za kubek wrzątku i herbatkę z papierka?). Niestety nie wszystkie wymienione w menu są dostępne. Panie przy sąsiednim stoliku zamówiły herbaty - pomarańczową i zieloną. Po 10 min od zamówienia przyszedł kelner i powiedział, że nie ma ani jednej, ani drugiej. Po krótkiej wymianie zdań na ten temat jedna z pań uraczyła go anegdotką...
Przychodzi facet do restauracji i mówi:
- Poproszę schabowego, ale bez kapusty.
- Na pewno? - dopytuje kelner
- Tak, zjem samego, nie lubię kapusty
Po kilku minutach wraca kelner:
- Nie ma kapusty. Czy w takim razie podać schabowego bez buraczków?

"Nasz" kelner z Antykwariatu miał dziwną minę, chyba nie załapał absurdalnego poczucia humoru starszej pani. ;)

Antykwariat Cafe
ul. Żurawia 45
Warszawa
dodajdo.com

11 komentarze:

Tak, niestety muszę zgodzić się ze wszystkim co napisałas o Antykwariacie.

Idea dobra, ale coś jednak nie wyszło.
Pozdrawiam!

Mnie dym papierosowy skutecznie odstrasza od kawiarni. Konieczność wietrzenia płaszcza "po" jest zdecydowanie zbyt dużym wysilkiem. No, chyba że kawa byłaby zabójczo dobra ;)
Kiedy Ty się, Kobito, wybierzesz do Antich' Cafe, co by wyrazić zdanie Swe nt? ;)

Aż mi absurdalnie przyszedł na myśl Jarmusch i jego "Kawa i papierosy" ;))

Dym papierosowy, najgorsze co może być...
A kelnerzy to też jak by nie mogli powiedzieć wcześniej... ale cóż bywa i tak.

Szerze nie dał bym 10-5 zł za herbatę nawet jak by mi podali w złotym dzbanku... :)

Pozdrawiam

Aż mi ulżyło, że nie tylko mnie opary dymu przeszkadzają. :)Nie dość, że musiałam potem wszystko prać, od skarpetek po szalik, to jeszcze głowa mnie rozbolała i się czułam przyduszona. Klimaty Jarmuscha zdecydowanie nie dla mnie. ;)
Do Antich Cafe zamierzam się wybrać, tylko średnio mi to po drodze... Ale postaram się. :)
Co do ceny herbaty... Ja rozumiem, że w tym się zawiera atmosfera, koszty prowadzenia kawiarni i masa różnych czynników, że nie chodzi tylko o papierek i wrzątek... Ale mimo wszystko te 5 zł to trochę dużo jak za taki standard.

Też tam byłam i mam podobne wrażenia. Byłam akurat w południe, kiedy było pusto, ale i tak czuć było papierosy i było chyba jeszcze zimniej!
kawa mnie nie zauroczyła w ogóle.

Ach, kiedyś Antykwariat był cudownym miejscem. Ale teraz przechodzę obok obojętnie. I wcale nie chodzi o dym. Sam kopcę, ale poziom obsługi, smak kawy czy herbaty, znacząco się zepsuł...

A kto chodzi do antykwariatu na kawę? Tam przede wszystkim pije się świetne piwa (żadnych Żywców czy Tyskich)

Jedno nie powinno wykluczać drugiego, od kiedy to dobre piwo przeszkadza w serwowaniu dobrej kawy? A "cafe" w nazwie powinno zobowiązywać...

Kiedyś bardzo lubiłam Antykwariat. To było zanim zmienił się właściciel, porozwieszał tak stare zdjęcia erotyczne na ścianach i postawił kiczowate słomiane chochoły jako ozdobę.
Ale chodziłam z przywiązania.
Do czasu kiedy w bardzo agresywny sposób odmówiono tam podania piwa mojemu koledze, który jest Arabem. Nie i już. "Nie ma"
Dopiero wtedy zauważyłam łyse głowy obu "barmanów" ich glany, spodnie i koszulki z wiele mówiącymi napisami. I już nie chodzę. Fuj.

Pan zrobił dziwną minę, bo anegdota jest tak stara i banalna, że nikogo już nie śmieszy. Wiem, że to dziwne - odpowiadać na post sprzed roku, ale dopiero dzisiaj znalazłam bloga i czytam z przyjemnością od początku do końca:)