Pod okiem Buddy

Złote Tarasy powoli stają się ważnym miejscem dla kawoszy. Jest Barista, którego bardzo lubię, Empik Cafe, które nadal trzyma poziom, Tapa Bar, gdzie serwują Manuela (jedna z moich ulubionych marek) i kilka innych miejsc, gdzie można się napić kawy (albo mleka ;)) A dziś trafiłam do nowootwartej Cafe Bali. Wyróżnia się z daleka wystrojem. Brązowo-złote ściany, fotele obite miękkim aksamitem, rzeźbione stoliki z ciemnego drewna, a na ścianach olbrzymie podobizny Buddy (każda do kupienia za... 15 tys zł). Do tego egzotyczna muzyka i równie egzotyczne menu - przekąski (pierożki, sajgonki i inne różności) smażone lub gotowane na parze, podawane w bambusowych koszyczkach. Jeśli usiądziemy w głębi, to można zapomnieć, że znajdujemy się w centrum handlowym.

Zamówiłam Cafe Bali, czyli espresso z kardamonem (8 zł), a mój mąż Red Orange Cafe, które okazało się espresso z bitą śmietaną i skórką pomarańczową (10 zł), serwowane w kieliszku. Do tego po pralince. Czekoladki trochę mnie rozczarowały. Nie były złe, ale 5 zł za sztukę to cena, która sugeruje, że można spodziewać się czegoś wyjątkowego, czegoś na miarę Belgian Chocolate Club czy pralinek z cukierni Słodki... Słony. A tutaj nie było ani trzasku rozgryzanej czekolady, ani rozpływającego się w ustach nadzienia.  O niebo lepiej wypadło espresso. Ziarenka świeżo zmielone (ależ im zazdroszczę tego Mazzera), kardamon utłuczony w moździerzu... Wszystko jak trzeba. Potem się okazało, że ta kawa to Kimbo. Miłe zaskoczenie - lubię Kimbo, ale w Polsce nie spotkałam się z tą marką w żadnej kawiarni.

Cafe Bali - Dim Sum House

ul. Złota 59 (Złote Tarasy, poziom -1)
Warszawa


dodajdo.com

11 komentarze:

O! właśnie byłem ciekawy twojej opinii o Bariście. Słyszałem o tym miejscu dużo. Przy okazji ostatniej wizyty w Warszawie [nie udało mi się wtedy skorzystać z twoich rad - zamiast tego zjadłem pyszny makaron z pesto u moich przyjaciół], kiedy okazało się, że mam do odjazdu pociągu za dużo czasu, żeby sterczeć na peronie a za mało, żeby biec do monsoona, mój przyjaciel zaprosił mnie na szybką kawę, taką którą mógłbym zabrać do pociągu, taką [hmmm...boję się powiedzieć przy tobie :P]..taką w biegu, no! I jak tam siedzieliśmy, jako, że nie odpuściłem sobie i oczywiście zaraz mu powiedziałem, co dziewczyny z drobno mielonego, w najbliższej okolicy polecają, a co NIE [wiem, wredny ze mnie kumpel - tak darowanemu koniowi w zęby zaglądać] to właśnie mówił, że na górze jest świetna kawiarnia "Barista", opowiadając całą jej historię, czy raczej jej właściciela, który początkowo miał ponoć duży wkład w jedną znaną polską sieć kawiarni. No, tak czy siak - z całej tej rozmowy wyniosłem zaciekawienie samym baristą, a po powrocie nie znalazłem jej w prawej kolumnie... A o KIMBO to nie słyszałem nigdy.

taa.... krótko, zwięźle i na temat...
dobra - napisałem długi komentarz, który był bez sensu - oczywiście teraz znalazłem "The Barista" w prawej kolumnie z pięcioma gwiazdkami zresztą...

A w sumie, rzeczywiście zapomniałysmy podlinkowac Baristę w prawej kolumnie. Czem prędzej to zmienimy.

co do red orange to 'specyfika' tej kawy ze tak to nazwe polega na tym ,ze do zaparzonego espresso dodaje sie olejku ze skorki pomaranczy po wczesniejszym podpaleniu jej a bita smietana i rollsy ze skorki pomaranczowej sa dodatkiem i ozdobą :)
..zapraszamy ponownie i zachecam do sprobowania innych kaw np buddha cafe czy tez pysznych kaw mrozonych sulawesi cookies albo jawa :)

ah i w Bali Cafe nie ma sajgonek ;)

Bali Cafe to na prawde rewolucja! Wyśmienita kuchnia orientalna i wspaniałe kawy, a wszytko w przystępnych cenach.

Bali Cafe to faktycznie fajna opcja tymbardziej, że ceny nie są tak wygórowane jak w restauracji o tej samej nazwie:) natomiast jesli chodzi o kawę to dziwie się, że nie znacie Kimbo-we Włoszech to jedna z wiodacych marek, ale musze przyznać z żalem że w Polsce nie ma jej w tylu miejscach co trzeba, w Warszawie widziałam tylko w dwóch: R20 i Lemongrass

Znamy Kimbo - właśnie dlatego tak się ucieszyłam na jej widok. Dobrze wiedzieć, że jest jeszcze gdzieś oprócz Bali Cafe :)

Chciałbym przyłączyć się do ogólnego wyrazu podziwu i szacunku dla menu serwowanego w Bali Cafe, ale nie jestem w stanie. Może wpływ ma na to moja prowincjonalność, jako że jestem z Torunia. Z Bali spotkałem się w Złotych Tarasach. Na zamówienie partnerki i moje złożyły się Oriental Spices Chai Latte [16 PLN] oraz Americano [8 PLN]. Oczekiwanie na przyjęcie zamówienia podczas gdy dwóch kelnerów jest wolnych wytłumaczyliśmy sobie faktem, że ten obsługuje stolik, kto przyjął do niego klientów.
Kawy przybyły. Chai bez talerzyka, bez łyżeczki i z grubą czarną rurą [popularnie zwana słomką] bezczelnie wetkniętą w zawartość szklanki. W smaku - zimna i przede wszystkim nie kawa. Imbir z zimnym mlekiem, kawę czuć było jedynie na mlecznej piance. Americano... moja partnerka twierdzi, że to było espresso doppio z wodą. Wg mnie to była jedynie nieco zwietrzała kawa zmielona parę godzin wcześniej. W brudnej na obrzeżu filiżance do połowy wysokości była ciecz, która po osłodzeniu białym cukrem stojącym na stoliku smakowała gorzej niż przed posłodzeniem.
Zaściankowa kultura osobista nie pozwoliła nam zwymyślać baristy ani poprosić kogoś z obsługi o spróbowanie tego, co dostaliśmy. Zostaliśmy umiejętnie zniechęceni do próbowania innych specjałów wychodzących spod szyldu Bali Cafe - Dim Sum House.

kimbo odkrylam dzisiaj w Charlotte przy Pl. Zbawiciela:)