Na drugie mam Fever

Znacie taką piosenkę "Ogrzej mnie"? Sto lat jej nie słyszałam, a ostatnio znów wpadła mi w ucho, w genialnym wykonaniu Gaby Kulki:

Memu ciału wystarczy
trzydzieści sześć i sześć,
mojej duszy potrzeba znacznie więcej


I dalej:
Ach, życie rozpal ogrzej duszę mą, bo skona,
do stu, do dwustu, do tysiąca, do miliona,
wsłuchaj się w duszy mojej prośby natarczywe:
Chcę mieć gorączkę! Give me fever! 


Przecież to o mnie! Taka właśnie jestem - uzależniona od pozytywnych emocji. Bez nich jestem jak ryba bez wody. Nie potrafię żyć w świecie, w którym nic się nie dzieje. Nudne i puste dni po prostu mnie wykańczają. Co gorsza, kiedy zbyt długo nic się nie dzieje, pogrążam się w marazmie i nie potrafię sobie poszukać tej gorączki. Ale tak strasznie bym chciała, żeby się pojawiła. Wiecie, co mam na myśli? Kiedy jestem "w stanie fever", czuję, że mogę wszystko. Jestem nie do zatrzymania; jak lawina. I tak jak w przypadku lawiny, czasem do wprawienia mnie w ruch wystarczy malutki kamyczek: dobry film czy książka, przypadkowe spotkanie, pozytywna myśl, miły sms czy filiżanka dobrej kawy albo kieliszek wina.

W poszukiwaniu stanu podgorączkowego pozwalam się zabierać na nieplanowane wyjazdy, chodzę nocą na długie spacery, jeżdżę konno, uczę się włoskiego, zwiedzam warszawskie kawiarnie i już dawno przestałam walczyć z brakiem cierpliwości. W końcu najważniejsze jest tu i teraz. Give me fever.


I.nna
i.tarnowska@gmail.com
dodajdo.com