Uratowana!

Widmo śmierci głodowej już zaglądało mi w oczy, więc zdążyli w ostatniej chwili...

Nigdy nie mogłam zrozumieć, jak to jest, że na kulinarnej mapie Warszawy wciąż znajdują się białe plamy. Potencjalnych klientów tysiące, w dodatku w centrum głównie takich, którzy kasy na jedzenie i picie nie żałują. A jednak. Niestety, jedna z takich białych plam znajdowała się właśnie w okolicach mojego biura (skrzyżowanie Siennej i Żelaznej).

Do tej pory wybór był żaden. Na jednym rogu knajpka Chicago, czyli przepraszam, że przeszkadzam, ale chciałam coś zjeść. Dwa razy byłam, dwa razy moja obecność była wyraźnie nie w smak dwóm wrednym kelnerkom. Dziękuję, trzeciej szansy nie będzie. Na drugim rogu Zielona Oliwka - niby wszystko ok, ale coś mi w niej nie pasuje. No i dają paskudną kawę... A na trzecim rogu - restauracja sushi. Niestety, nie lubię. Na domiar złego jest zawsze pełna Japończyków, bo w naszym biurowcu jest jakaś azjatycka firma.

Przez ostatnie miesiące miałam realny problem z wyskoczeniem w pracy na szybkie małe co nieco (żeby nie powiedzieć lunch). W zasięgu kilku minut spacerem nie bardzo było cokolwiek sensownego. O próbie wypadu do Il Baretto już kiedyś pisałam, inne okoliczne lokale nie zasłużyły nawet na wzmiankę na Kawowym.

Życie ratował mi pan Nowakowski (pozdrawiam!), który tuż koło biurowca otworzył jeden ze swoich sklepików ze świeżym pieczywem i ciastkami (croissanty są prawie takie, jak we Włoszech, serio).

Aż tu nagle taka miła niespodzianka. Dosłownie 200 metrów ode mnie otworzyła się nowa knajpka - Restro. Taka trochę restauracyjka, trochę kawiarnia, trochę galeria zdjęć. Jest super. Jest blisko. I jest pysznie!

Wejście nie powala na kolana - pierwsze, co widać, to najtańszy ikeowy zestaw stół plus cztery krzesła (wiem, bo sama taki mam). Cóż, widocznie budżet nie był największy. Ale od razu uspokajam - na niczym więcej nie oszczędzali. Talerze fajne, takie zwykłe białe kwadraty. A sztućce po prostu cudowne, nie będę opisywać, trzeba zobaczyć i przetestować samemu. Skoro mowa o testowaniu - z czystym sumieniem mogę polecieć penne z kurczakiem, szparagami i serem pleśniowym (25 zł) oraz pieczonego karmazyna ze szparagami i babką ziemniaczaną (29 zł). Rybkę polecił nam kelner, który był dokładnie taki, jak lubię. I wcale nie mam na myśli piwnych oczu i ładnej koszuli, tylko to, że był swobodny, rozmowy, potrafił doradzić i nie był namolny.

No i kawa. Cafe Vergnano, we wszystkich podstawowych (espresso, macchiato, cappucino, americano i latte), bardziej wyszukanych (romano, siciliano) oraz mrożonych wersjach. Wszystko w ładnych filiżankach, oczywiście z wodą do espresso i w dobrej cenie - espresso za 5 złotych to wciąż wyjątek w warszawskich knajpkach.

Restro
ul. Pańska 57
Warszawa
www.restro.pl
dodajdo.com

33 komentarze:

No to pozytywnie :) Nie mogli z tą restauracyjką ulokować się lepiej. Musieli najwyraźniej wykryć Twoje miejsce pracy radarem :P a gdy tylko odnaleźli, spiesznie polecieli do Ikei po krzesełka, stoliki i naczynia, i zaczęli budować lunchową placówkę ;) specjalnie dla Ciebie ;)

Myślisz, że Kawowy ma az taką siłę rażenia? ;)
Tak czy siak obecność fajnej knajpki z dobrym jedzeniem w tej okolicy jest nie do przecenienia. Muszę jeszcze tylko przetestować zestawy lunchowe.

Utwierdzam się we własnych obserwacjach (a myślałam, że się czepiam), że Warszawa to pustynia gastronomiczna. Szczególnie dla zwykłego obywatela. W czasie ostatniego pobytu nogi nas rozbolały (nie mówiąc o brzuchach - z głodu)od szukania jakiejkolwiek knajpki. Oddalaliśmy się tak bardzo od miejsca zaparkowania samochodu, że w końcu zrezygnowani wróciliśmy (groziło nam już chyba wyjście z miasta).

Cafe Vergnano to bez wątpienia na dziś moja ulubiona marka kawy.
A co do wystroju restauracji - przypomina mi się taka recenzja Nowaka w GW, w której opisywał przepych i wysmakowanie jakiegoś restauracyjnego wnętrza, gdzie na końcu dodał: "Wykosztowali się na wystrój i na kucharza im zabrakło". Dobrze, że Ci z Resto postawili raczej na człowieka niż wypasione krzesła;)
Zainteresowałaś mnie bardzo tymi croissantami... Mmmm.

O, to także moje rewiry, więc dzięki za reklamę :-) Ale przyznam, że nie bardzo rozumiem, czym zniechęciło cię Il Baretto? Wprawdzie nie piłam tam kawy, ale jedzenie mają pyszne.

Czekałam na kanapkę prawie 40 min!
I kawa nie spełniła moich oczekiwań.
Więcej tu:
http://kawowy.blogspot.com/2009/02/ile-moze-trwac-przygotowanie-kanapki.html

Nie lubisz sushi? A ja właśnie się cieszę, że wczoraj w Pia mi nową suszarnię otworzyli :)

Weszła sobie na stronę tego Restro i mają ciekawą zupę, którą się zainteresowałam - Krem z zielonej soczewicy i masła orzechowego

Chyba tam się pojawię :)

Oczko, ryż najbardziej pasuje mi pod postacią risotto, a surowe ryby... No jakoś nie mogę się przekonać, chociaż próbowałam parę razy. Da się to jeść, ale bez zachwytu. Kuchnia japońska mogłaby dla mnie nie istnieć.

Cafe Vergnano to bez wątpienia na dziś moja ulubiona marka kawy.

mampir ya..dari tangerang:)

i zaczęli budować lunchową placówkę ;) specjalnie dla Ciebie ;)

Good post man, just looking around some blogs, seems a pretty nice platform you are using

I like your blog. This was interesting to read.

This article is very interesting, writing is very flexible, very lively, very surprised

, the high quality of details and practice, is our most interested in the theme of this paper


So beautiful posts,all I like,hope to be better then,and enjoy yourself,good luck in your life.Thanks for your ideas to something.

Thanks for this article...i have got this place..

Kuchnia japońska mogłaby dla mnie nie istnieć.

jual baju profesi anak

jakiś czas temu trafiłam na Twój (Wasz) blog i odtąd odwiedzam go regularnie.

great...thanks

Oddalaliśmy się tak bardzo od miejsca zaparkowania samochodu, że w końcu zrezygnowani wróciliśmy (groziło nam już chyba wyjście z miasta).

distributore murah dan bagus

Utwierdzam się we własnych obserwacjach (a myślałam, że się czepiam), że Warszawa to pustynia gastronomiczna. Szczególnie dla zwykłego obywatela.

Oddalaliśmy się tak bardzo od miejsca zaparkowania samochodu, że w końcu zrezygnowani wróciliśmy (groziło nam już chyba wyjście z miasta).