Literatura orgazmiczna z kawą w tle

Nie lubię tego robić. Staram się zawsze odłożyć tą chwilę w czasie ile tylko mogę, ale w końcu przecież trzeba skapitulować, postawić ten ostatni krok i się pożegnać.

Ostatni raz tak się czułam czytając "Szkarłatny płatek i biały" Fabera i teraz, kiedy przewracałam osiemsetną stronę trzeciego tomu "Millenium" Stiega Larssona czułam dokładnie ten sam żal - ale jak to? W sensie, że co oni teraz będą robić i dlaczego ja już się tego nie mogę dowiedzieć? Ja chcę więcej! Ze też Larsson był tak bezczelny, by odejść z tego świata w tak młodym wieku!

Po "Millenium" sięgnęłam zachęcona Waszymi komentarzami pod wpisem o miejscu Szwecji w rankingu największych światowych kawoszy. I od pierwszego tomu notowałam sobie kreseczki na zakładce za każdym razem, kiedy bohaterowie pili kawę. I wiecie ile tego było? Tom pierwszy: 93 razy na 634 strony. Tom II: 80 razy na ponad 700 stron. I wreszcie tom III: 103 razy na 800 stron. Przyznacie, że nieźle, co? Kreseczkis tawiałam tylko wtedy, kiedy opisywane było picie kawy. Statystyki użycia słowa "kawa" na pewno byłyby wyższe. Oczywiście ktoś może powiedzieć, że to nic dziwnego wobec ponad 2 tys. stron kryminału. Bzdura to. W większości książek nie znajdziemy w ogóle wspomnienia o kawie. To po prostu świetnie odzwierciedla zwyczaje Szwedów - zresztą, całe "Millenium" jest zwierciadłem szwedzkiego społeczeństwa.

Co znamienne, bohaterowie Millenium kawę piją niczym wodę i nie przywiązują do tego wiekszej wagi. Piją ją głownie w kubkach ceramicznych, ale tez w plastikowych kubkach z automatu, w filiżankach, z termosu, w pracy, w domach, na stacjach beznynowych, w kawiarniach. Wszędzie. Wódkę piją dwa razy, a piwo z pięc na całe trzy tomy. Kawą zaczynają dzień, kawę popijają w pracy i kawą przyjmują się na wieczornym spotkaniu. A mimo to kawa wcale aż tak się w oczy nie rzuca. Stanowi naturalne tło, z czasem nie zwraca się na nią uwagi.

Chciałabym tu napisac coś więcej o tej znakomitej trylogii, ale nie chcę zepsuć Wam frajdy. To jest naprawdę świetna literatura. I u mnie, i u I.nnej sa już zapisy na czytanie, kilka osób z mojego otoczenia już podbiło statystyki sprzedaży. To nie jest jakiś tam bestseller nad rozlewiskiem. To jest jedna z najlepiej napisanych historii jakie czytałam (inna rzecz, że tłumaczenia się dość różnią, zdecydowanie najsłabiej przetłumaczony jest tom I).

Przeczytajcie to koniecznie, ale bądźcie ostrożni. Dość powiedzieć, że I.nna zakmnęła się w domu na cały dzień, a ja prawie zrujnowałam swoje życie małżeńskie, czytając w łóżku przez miesiąc od wieczora do późnych godzin nocnych. I na koniec, kiedy już starałam się czytać jak najwolniej, by sobie przedłużyc przyjemność, pomyślałam, że z "Millenium" jest jak z orgazmem: po każdym wydaje się, że lepiej już być nie może. A potem - surprise! - jednak jest! Tak samo każda kartka "Millenium" buduje napięcie i nie pozwala nam się znudzić. Myśli się: jeszcze jedną stronę, jeszcze pół i gaszę światło, ale na tej następnej dzieją się już takie rzeczy, że - no sorry - nie można tak po prostu iść spać, kiedy akurat Lisbeth Salander...
Ech, na tym muszę poprzestać. Zaprawdę powiadam Wam, kupując "Millenium" kupcie od razu trzy tomy, przeprowadźcie wcześniej poważną rozmowę z rodziną, przygotujcie sobie zapasy ulubionych napojów i przekąsek, wygodne legowisko, na wszelki wypadek uprzedźcie szefa, że możecie jutro nie przyjść do pracy i zróbcie to. Będzie bosko.

Stieg Larsson "Millenium", wyd. Czarna Owca
Tom I: Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet. Tom II: Dziewczyna, która igrała z ogniem. Tom III: Zamek z piasku, który runął.

PS: Acha, i jeszcze jedno: lektura grozi nabraniem lewicowych sympatii;) Więcej o tym bardzo słusznie pisała Kinga Dunin w Wysokich Obcasach.


dodajdo.com

33 komentarze:

Wysokie zawsze zaczynam od Kingi. Gdy przeczytałem ten esej wiedziałem, że nie ma wyjścia, czytanie będzie. Różne recenzje obiły mi się o uszy, swoją będę miał za chwilę, jak tylko uporam się z tym co nie może być odłożone. Paradoksy świata z tym młodym umieraniem i pośmiertną megakarierą

Sesja idzie! Magdaro, jak możesz?!

Czaję się na trylogię już jakiś czas, nie byłam przekonana czy warto. Gdzieś usłyszałam o 'Millenium'... Chyba w radiu. Później widziałam je w Empiku. Miałam wydatki ważne i mniej ważne. Pomyślałam - zaczekam, kupię za jakiś czas. A tu Twoja opinia. Cholera - muszę się uczyć...

Przeczytam! I dam znać, co myślę.

Nie mogę się nadziwić, że dałaś radę dawkować sobie tę lekturę przez miesiąc ;)

Co do samego Larssona... Oczywiście szkoda, że umarł tak nagle i nie doczekał sukcesu swoich powieści, ale jako czytelniczka widzę pewne plusy takiego obrotu sprawy. W przeciwnym razie obawiałabym się, że napisze kolejną część, a potem następną... i jeszcze jedną... i powstanie seria książek, które będzie się czytać z rozpędu, ale już bez tej zachłannej przyjemności.

@Agutek: oooo, Kochana, nie rób tego przed sesją. Serio. Co prawda od mojej ostatniej sesji minęły już 2 lata, ale jeszcze dobrze pamiętam to niezbyt przyjemne doświadczenie. Ale w nagrodę po - koniecznie sobie zafunduj.
Acha, i można to kupić w trójpaku w Merlinie na przykład, w cenie ok. 105 zł, czyli zaoszczędzi się 50 PLN. Przynajmniej taka oferta była w grudniu.

@I.nna: jak wiesz, czytam wolno, w tempie głośnego czytania i ta dolegliwość pierwszy raz okazała się zbawienna:)

Magdaro!
Świetnie napisane, czytałam Twoją blotkę z równym zachwytem jak Larssona:)
I co ja tu mam dodać?
Wczoraj w nocy skończyłam Trylogię.
Czytałam też dokładnie miesiąc, wydłużając przyjemności:)
Nasze życie małżeńskie nie było łatwe (tym bardziej, że czytaliśmy jednocześnie).

Dziękuję za kawowe statystyki - "zlinkuję" na mojego bloga, jeśli pozwolisz:)
I dziękuje,że nie zdradziłaś ni słowa z fabuły - zawsze mnie denerwują opisy i recenzje zabijające wszelką przyjemność.
A na koniec jeszcze uśmiech sympatii - Szkarłatny płatek i biały...
No po prostu miałam TO SAMO!
Zresztą to jedna z moich "naj" czego dowodem jest mój wczorajszy post na "Polecajni".
Zapraszam i pozdrawiam serdecznie!

http://polecajnia.blogspot.com/2010/01/miosci-moje.html

No kochana, po takim zachęceniu sięgnę po książki Larssona,muszę powiedzieć że mam słabość do skandynawskich pisarzy, oni nawet najtrywialniejszy romans albo sagę piszą tak że włosy stają dęba. Coś w tym jest naprawdę. A odwrócenie uwagi mojego M będzie mnie kosztowało w Empiku jakąś kolejną książke dla niego, na którą niestety nie mam pomysłu. A może rzucę mu na pożarcie trugi tom Larssena...Pozdrawiam

Ten komentarz został usunięty przez autora.

Właśnie czytam drugi tom. i już wiem że przegrałam teraz będę czytać bez przerwy do końca trzeciego (na wszelki wypadek pożyczyłam już trzeci też)
przy pierwszym usiłowałam sobie po odrobinie dawkować, czytać wieczorem.... wciągnęło mnie błyskawicznie chyba po drugim wieczorze i postanowiłam poczytać do śniadania (tak mam ten okropny zwyczaj czytania przy śniadaniu ale książki na tym nie cierpią) skończyłam tom I wieczorem.
to wciąga!!

muszę przyznać że jak sobie pomyślę ile kawy piją bohaterowie to trochę mnie to osłabia. a z dobrych źródeł słyszałam że "piziulki" to Szwedzi nie pijają (piziulką mój dziadek nazywał kawę słabiutką :))

wracam do czytania.... chyba.... no może uda mi się jeszcze przez chwilę powstrzymać i zrobić coś konstruktywnego?

@paulaso: jaki piękny komplement, dziękuję! oczywiście nie mamy nic przeciwko zlinkowaniu.

Z radością czytam te Wasze komentarze. I na pewno zgłębię skandynawską literaturę. Na końcu Millenium są zresztą jakieś polecane książki, przypuszczam więc, że w podobnym guście, ale jeśli Wielgasia chciałaby coś polecić, to ja bardzo chętnie się posłucham:)

Magdaro, koniecznie przeczytaj Kradnąc konie Pera Pettersona (mogę Ci pożyczyć) - to zupełnie inne klimaty niż Millenium, i kraj też inny (Norwegia), i nie ma intrygi, ale kipi od emocji i jest pięknie napisana.

A jeśli chodzi o klimaty kryminalne, to wszystkim polecam Wallandera - serial na Ale Kino. Też fajne.

Wchodzę w to!:)
Mnie na dobra książkę namawiać nie trzeba.

Uściski!

Niesamowite ile 'hałasu' zrobiła ta trygolia :D Mnie została jeszcze ostatnia część. 'Dawkuję' sobie je po trosze, choć niekoniecznie dlatego żeby starczyło na dłużej. Zwykły brak czasu, inne zobowiązania nie zawsze pozwalają na czytanie tego, co by się chciało :p

Jeśli zaś chodzi o kawę, to ja również zauważyłam - aczkolwiek nie liczyłam - że kawa leje się litrami. Szczególnie mnie to nie zdzwiło, nie bez powodu w języku szwedzkim istnieje specjalny czasownik na określenie właśnie picia kawy :p hehehee Muszę jednak przyznać, że jakoś tak podświadomie moje spożycie kawy znacznie wzrosło przy czytaniu drugiej części - tym bardziej, że jeszcze w tym samym okresie udało mi się odkryć naprawdę dobrą kawę - i zanim się zorientowałam potrafiłam wypijać dwa, trzy kubki - niestety heretycznie zbeszczeszczonej mlekien :s - podczas lektury (nie wspominając o standarowych kawach :o). Także po odłożeniu drugiego tomu musiałam przejść na odwyk :s... ale już się czaję na ostatni tom... tylko muszę się w dobrą kawę zaopatrzyć :p

Jeśli zaś chodzi o książki tego typu z kręgu skandynawskiego to poleciłabym Nessera, ale wydaje mi się, że nie za wiele z jego dorobku zostało przetłumaczone na polski. Potem jest słynny Mankell, choć u mnie nie wzbudza wielkich emocji, ale wiem, że jest bardzo chwalony i dość sporo książek zostało przetłumaczonych. Oczywiście nie można porównywać ich do Trylogii :o To mimo wszystko trochę inna liga.

Pozdrawiam

Rok temu przeczytałem dwa pierwsze tomy i wzbudziły we mnie nie mały zachwyt. Czekając na 3 tom chciałem wzbudzić takie samo zainteresowanie u moich znajomych. Nikt nie chciał. Dopiero wielkie marketingowe halo zrobiło z tego sensacyjną powieść. Ale co tam. książki są rewelacyjne. Niestety dla mnie numerem jeden jest Wallander Mankella. Polecam artykuł w poprzednim numerze polityki.

http://www.polityka.pl/swiat/obyczaje/1502085,1,szwecja-podroze-tropem-kryminalow.read

Pozdrawiam,
Piotr A.

Na razie czytam pierwszy, jestem mniej więcej w połowie :) Jest z-a-r-ą-b-i-s-t-a !!! Już mysle o zakupie II i III tomu :))
Kawę zaznaczałam na początku,ale teraz nie miałam czasu bo mnie tak wciągnęła,że o kawie zapomniałam ;))
Pozdro!:)

Jestem w polowie 3 tomu :-) tez uwazam, ze byl bezczelny tak mlodo odchodzac... ;-) UPL

@I.nna, Ty złośnico! Coś wstawiła w "Polecane"?? Kalle Blomkvist by Ci tego nie wybaczył i na pewno wynajął Lisbeth, żeby przeprowadziła szturm na twój komputer i wyjawiła najgorsze Wasze perwersje.;)

Magda, zachęcony przez ciebie (i fakt, pracowania w szwedzkiej firmie z dużą ilością Szwedów, którzy zachwalali Larssona) kupiłem i dziś czytając w drodze do pracy wpadłem w zaspę :)

@Jakub: Ha! No widzisz. ja wczora jadąc rano do pracy tez widziałam cżłowieka idącego w centrum w podziemiach i czytającego Larssona. Miałam ochote go zaczepić i powiedzieć: Dobre, co?
A potem wyobraziłam sobie sytuację,że podchodze do niego i mówie mu zakończenie :))) Magdaro Samo Zło :)))

Ja polecam oczywiście wspomnianego Henniga Mankella i jego krryminały, podobała mi się Karen Fossum ( czytałam tylko"Utraconą" ale sięgnę po więcej)Dawno temu zrobiły na mnie duże wrażenie książki Tarjeia Vesaasa ( Most, Ptaki i Pałac Lodowy). A na deser lżejsze pozycje to Krystyna córka Lavransa- Sigrid Undset oraz kontrowersyja Saga Ludzi Lodu - Margit Sandemo- można sobie mówić co się chce ale przeczytać trzeba.
A moje dzieci są wychowywane na Astrid Lindgren ( nawet pisała dla starszych dzieci np. My na wyspie Saltkrakan, seria o Katie).

@wielgasia: Sagę o Ludziach Lodu czytałam na poczatku szkoły średniej i w mój dziewiczy wówczas umysł (a były to czasy, kiedy piętnastolatki były jeszcze dziewicami) wrył się opis - nie wiem, z pierwszego czy drugiego tomu - kiedy ten olbrzym rozdziewicza tą bohaterkę. jest tam bardzo przkeonujący opis jak jego olbrzymi penis rozdziera ją i sprawia nieprawdopodobny ból.
Normalnie do dzisiaj to pamiętam!

O matko, to współczuję chyba nie był to najlepszy moment...
Ja Sagę też czytałam w szkole średniej chyba w klasie maturalnej. Ja dość dobrze zapamiętałam tom o panience, która w piwnicach swojego zamku wykorzystuje seksualnie facetów aż na śmierć.... Dla mnie też było za wcześnie na pewne rzeczy...W osiedlowej bibliotece czułam sie jakbym wypożyczyła pornografię. A na starość czytam przyzwoitsze książki, albo nie robi na mnie wrażenia to co kiedyś.

@Wielgasia: no coś Ty? To jednak wiele straciłam czytając tylko dwa pierwsze tomy :))))

Aaaaaa! Skończyłem pierwszy tom. Lecę po nastepne :)

Cieszę się, że przeczytałyście książkę. Ja skończyłam już ponad miesiąc temu i niestety teraz jakoś nie mogę znaleźć nic dla siebie. Za co bym się nie wzięła to jakoś tak nie wciąga :(
A zdradzenie zakończenia Panu w metrze - wspaniały pomysł :)

Przeczytałam!!! Musiałam kupić, bo lista oczekujących w mojej bibliotece gwarantowała mi egzemplarz gdzieś w okolicy lipca lub sierpnia( ale o czyś to świadczy). No i teraz mam dylemat , lecieć po następną część czy przez parę dni być wzorową żoną i matką... Napewno musze ugotować coś na zapas, bo ostatnio dzieci dostały pizze bez drożdzy, ale że są cudownie wyrozumiałe (bo same czytają nałogowo) to wybaczyły mi i potraktowały to danie jako "pizza na macy" ( tak, tak sucha i cieniutka maca z wierzchem od pizzy).

Na te hektolitry kawy to ja przede wszystkim już duzo wcześniej zwróciłam uwagę u Mankella. Ponieważ fakt najwyższego spożycia kawy właśnie w Szwecji był mi znany, to pamiętam jak przy lekturze choćby "O krok" własnie Mankella stwierdziłam: no kurcze, wszystko się zgadza, pełen realizm!
I na zakończenie: bardzo interesujący blog, trafiłam przypadkowo z któregoś kulinarnego. Pozdrawiam, będę odwiedzać!

Właśnie
Wallander
On też pije mnóstwo kawy...A książka "O krok"- świetna- lepsza niż film.
Kawa w Szwecji to chyba juz napój narodowy! Wlewają ją w siebie hektolitrami, chyba największe spożycie kawy w Europie osiągnęli.
W Szwecji byłam raz, ale picie kawy mnie nie ominęło. Potrafią ją robić!!!

Znowu zainspirowana Waszymi komentarzami, sięgnęłam po "O krok". ten kryminał jest zdecydowanie inaczej skosntruowany niż "Millenium", co na poczatku strasznie mnie drażniło, czułam się nawet trochę znudzona. Różnica jest przede wszystkim taka, że u Larssona gonimy króliczka, nie wiedząc, kim on jest, gdzie on jest i co robi. U Mannkela obserwujemy i sigających i ściganego. To na poczatku pozornie odbiera przyjemność tropienia, ale w efekcie buduje jeszcze większe napięcie.
Nie warto się więc zrażac, bo potem jest rzeczywiście dobrze. Właśnie kończę "O krok", zostało mi 30 stron i znowu ciesze się, jak autobus stoi w korkach:)

Został mi ostatni tom Larssona, boje sie że znowu jak zacznę to popłynę.Poczekam na dobry moment ale książkę jutro lecę kupić. Poczeka chwilę aż odgruzuję dom. Czy to tylko ja jestem w ciągłym niedoczasie?

przeczytałam! :)
oraz zarazilam trylogia spora grupke osob - moje egzemplarze kraza z rak do rak w dosc sporej kolejce z czego jestem bardzo dumna (nienawidze, kiedy ksiazki, ktore kupie leza na polce i sie kurza).
zamierzam przetestowac innych skandynawskich "kryminalistow" - zaczne od tych, ktorych kinga de. poleca w ostatnich wysokich. zobaczymy.

koniecznie przeczytaj Mankella. literatura trochę bardziej ascetyczna niż u Larssona, ale świetnie trzyma w napięciu.

Thanks for sharing nice information with us. i like your post and all you share with us is uptodate and quite informative, i would like to bookmark the page so i can come here again to read you, as you have done a wonderful job.
Life Experience Degree

A very awing web log post. We have a tendency to be very grateful for your web log post. you’ll notice plenty of approaches when visiting your post. i used to be specifically looking for. Thanks for such post and please keep it up. Great work.
Life Experience Degree