W uszach - waciki. W filiżance... Pellini

Z bólem jest prawie tak, jak ze smakiem. To kwestia subiektywna. Dla mnie zdecydowanie gorszy do zniesienia jest ból ucha niż zębów. Plombowanie bez znieczulenia - żaden problem. Ale uszy sprawiają, że zaprzyjaźniam się z Ketonalem w wersji forte. W nocy liczę do stu we wszystkich językach, jakich kiedykolwiek się uczyłam i okazuje się, że przy odpowiedniej motywacji (czyli skupić na czymś i nie myśleć, jak boli) jestem w stanie przypomnieć sobie nawet co nieco z lekcji niemieckiego, którego nigdy nie lubiłam. Inna metoda to wyobrazić sobie drogę. Tak, jakby się ją oglądało z samochodu; jedziesz, mijasz łąki, pola, lasy, kolejne wzniesienia i zakręty, wyobrażając sobie wszystko z najdrobniejszymi szczegółami. To naprawdę działa i - podobnie jak z liczeniem - może nie mieć końca. Zawsze można jechać dalej.   

W tym stanie nie bardzo mam ochotę na życie towarzyskie. Szczerze mówiąc, nie chce mi się wychodzić z domu. Korzystając z okazji podzielę się kawowymi wrażeniami z prywatnej filiżanki. Ostatnio piję Pellini Classico, kupioną w jakimś włoskim markecie za niecałe 6 euro za kilogram. W polskich sklepach internetowych ta kawa kosztuje ok 60 zł. Klasyczna mieszanka 60% arabiki i 40% robusty. Ziarenka różnej wielkości, ale w dość jednolitym kolorze, palona średnio ciemno. Zapach po otwarciu opakowania bardzo intensywny, czuć go było w całym mieszkaniu jeszcze ze dwie godziny później. Po zaparzeniu dochodzę do wniosku, że to coś dla miłośników wyrazistych smaków. Jest intensywna, z lekką nutą goryczki. Z mlekiem komponuje się całkiem nieźle, choć moim zdaniem lepsza jest sama. Jeśli już, to raczej macchiato niż cappu. Wolę, kiedy smak mleka i kawy się uzupełniają, a nie ze sobą walczą, dlatego bardziej smakuje mi cappuccino z jakiejś delikatniejszej mieszanki.

Zdecydowanie bardziej subtelna jest Pellini Top. Piłam ją już dość dawno temu, więc wrażenia nieco się rozmyły, ale pamiętam, że wyraźnie czułam w niej czekoladę. Chyba wydawała mi się troszkę kwaskowata, ale to nie wada, tylko cecha 100% arabiki. Wydaje mi się, że to taka kawa, która będzie smakowała każdemu, więc w ciemno można ją brać na święta, tym bardziej, że taka ładna puszka będzie się nieźle prezentowała na półce (tfu, co ja mówię, w lodówce). Jedynie cena może trochę zniechęcać - 30-40 zł za 250g.
dodajdo.com

3 komentarze:

choc zycze powrotu do bezbolesnego stanu,to nizszy instynkt jest bardzo wdzieczny za przypadlosc dzieki ktorej dostalam recenzje kawy, ktorej -tchorzliwie - przygladam sie od dluzszego czasu, wkladajac do koszyka puszke konkurencji :-) A jesli potrzebujesz pomyslu na projekt, ktory oderwie twoja uwage od waty w uchu, to sugeruje porownanie wrazen smakowych Pellini kontra konkurencja (chociazby Illy i Lavazza).

Dzięki Mayu. Porównanie wrażeń smakowych to zawsze dobry pomysł, tylko żeby to było miarodajne, to dobrze by było mieć te trzy kawy zaparzone jednocześnie i towarzystwo do testowania, żeby móc się podzielić spostrzeżeniami.

Tak na szybko powiem tyle - illy znam i bardzo lubię (mówię o tej czerwonej, czarnej nie miałam okazji próbować) w każdej wersji - z ekspresu, z kawiarki, z mlekiem i bez. Dla mnie ona jest trochę karmelowa, trochę kwiatowa... Coś fajnego, głębokiego w niej czuć, ale żeby to uchwycić, to musiałby mi ją ktoś teraz pod nos podsunąć ;) No i przemawiają do mnie te hermetyczne puszki. Tylko szkoda, że u nas jest taka droga, w sklepie koło mnie 250g kosztuje 45 zł. To wychodzi 180 zł za kg - chyba aż tak bardzo mi nie smakuje, żebym chciała tyle wydawać ;)

Lavazzy dano żadnej nie piłam, kiedyś dostałam puszkę Tierry, ale nie powaliła mnie na kolana, za trudna dla mnie albo może sprzęt za słaby, za każdym razem wychodziło mi z niej co innego. Ale znajomi sypią lavazzę do automatu, i bardzo mi u nich smakuje.

Ciekawe promocje na kawy Pellini TOP i nie tylko, można znaleźć na stronie http://www.ritex.pl/