Poproszę dużą, czarną kawę

Czasami słyszę tego typu zamówienia w kawiarniach i zawsze ciekawa byłam, jakie są sposoby na wybrnięcie z tej prośby tak, aby jednocześnie zadowolić klienta i nie sprofanować espresso. Niektórzy moi goście też uważają, że 25 ml to zdecydowanie za mało, żartobliwie stwierdzają, że tym w ogóle "nie da się napić". Proponuję wtedy cappuccino albo latte. Jeśli ma być bez mleka, to robię americano albo stawiam na palnik kawiarkę. W końcu nie o to chodzi, żeby kogoś na siłę uszczęśliwiać, serwując mu espresso. Wprawdzie podobnie jak Michael Ovadenko (jeden z założycieli Coffeeheaven, właściciel Baristy) "wierzę w edukację konsumentów, bo klienci często nie wiedzą, czego chcą", stawiam jednak na stopniową zmianę przyzwyczajeń.

W kawiarniach metody na "dużą kawę" są różne. W Coffeheaven to kawa z ekspresu przelewowego. W Bariście można zamówić french press. W Empik Cafe do espresso dolewa się trochę gorącej wody. Niestety, to nie jest ogólnie obowiązujący standard. W wielu kawiarniach "duża kawa" to "americana", a robi się to tak: filiżankę do cappuccino podstawia się pod wylewkę i... leje do pełna (100-120 ml). Co w tym złego? Im więcej wody przeleje się przez kawę, tym bardziej gorzki będzie otrzymany napar. Do przelewania wody przez kawę, wymyślono ekspresy przelewowe - ekspresy ciśnieniowe służą tylko i wyłącznie do robienia espresso. Co więcej, "americana" wcale nie jest w zgodzie z "tradycją" amerykańską, bo oni używają do tego innych maszyn, to raczej zwyczaje niemieckie.

Dodatkowy zamęt wprowadzają producenci domowych ekspresów automatycznych, pozwalając na zaprogramowanie "wielkości kawy". Trzy przyciski (albo pokrętło) sugerują, że ilość mililitrów może być dowolna. Owszem, tyle tylko, że zmienia się tylko ilość wody a porcja kawy cały czas jest taka sama, pomyślana "pod espresso". Tak naprawdę, to te trzy przyciski są po to, żeby zaprogramować  espresso (20-30ml), ristretto (15-20ml) oraz lungo (30-35ml).

Wbrew pozorom, włoskie zwyczaje nie kłócą się aż tak bardzo polskimi upodobaniami. Jeśli dodamy do espresso gorącą wodę, otrzymamy całkiem niezłe americano. Trzeba w zasadzie spełnić tylko jeden warunek - espresso musi być dobre. I tak możemy zaproponować dwie wersje: słabą, czyli 1 x espresso + gorąca woda oraz mocną, czyli 2 x espresso + gorąca woda. Ilość wody uzależniona jest od pojemności filiżanki, ale żeby nie otrzymać lury proponuję nie przekraczać 120 ml. Ta metoda pozwala zadowolić wszystkich miłośników "dużej czarnej", pozostając jednocześnie w zgodzie z włoską tradycją espresso. Cała reszta, to kwestia psychologii. Pewnie gdyby tak dać ludziom do wyboru tylko "espresso italiano" lub "rozwodnioną kawę z ekspresu ciśnieniowego, zaparzoną po niemiecku" albo - jeszcze lepiej - "lurę", to większość od razu pokochałaby espresso. W końcu odrobina snobizmu jest w każdym z nas.
dodajdo.com

12 komentarze:

Ciekawe :) Ja lubię jak zamawiają "ekspresso". Ciekawe, czy ekspresso mogłoby być duże? Jeszcze lubię sformułowanie "normalną kawę poproszę".

Też mnie drażni ta cała "americana", jaką wypisują sobie w kartach niektórzy właściciele kawiarni. Że nie wiedzą, jak to się nazywa, to jedno, gorzej, że nie wiedzą, jak to zrobić - zwykle to co się podaje w kawiarniach z włoskim americano nie ma wiele wspólnego.

Lisko, ta "americana" (nie mylić z americano), to moim zdaniem właśnie takie "ekspreso". Z tym, że takiego czegoś to od biedy można się w biurze napić, nie w kawiarni ;)

Beata, dobrze wiedzieć, że nie tylko mnie to razi.

Americana ekspresso raz! ;D

Taaak. Właśnie mi się przypomniało, jak mając 17 lat, próbowałam wyprodukować espresso w ekspresie przelewowym. Nie pytajcie, jak chciałam to zrobić :)

Jako zwolenniczka uzusów językowych jestem w stanie zdzierżyć "americanę" w języku potocznym. Myslę, że właśnie z potocznego spolszczania americano wzieła się "americana" w niektórych kawiarniach.
Cóż, żeby prowadzić kawiarnię trzeba mieć jeszcze coś więcej niż pieniądze.

Pewien sympatyczny starszy pan w kawiarni, do której i ja często chodzę, zamawia zawsze "amerykankę". Taka wersja mi się podoba. Ale od "poproszę americanę" bardzo blisko do "poproszę espressę". Prawda, że to głupio brzmi? ;)

Nie warto być purysta językowym. Nie mówię, że nalezy mówić ekspresso czy espressę, ale akurat z americano dla mnie nie jest to takie rażące. A jesli jeszcze ktoś mówi "amerykanka" to już w ogóle świadczy o jego świadomości tego słowotwórstwa i nie widze w tym nic niestosownego.
jak we wszystkim należy zachowac zdrowy umiar.

Duża czarna, tego jeszcze nie słyszałam :)

Ale sama zamawiam dużą białą i zawsze dostaję to, co lubię.

:)

Po przeczytaniu objawiła się w pełnej krasie moja kawowa ignorancja. Kawę uwielbiam - za to nie rozróżniam zupełnie.

W naszych realiach niestety najgorsze jest wyuczenie przez konsumenta pewnych błędnych sformułowań jak i jego przyzwyczajenia. Pierwszy błąd z którym spotkałem się masę razy to zamawianie "małego espresso" i "dużego espresso" zamiast po prostu espresso i doppio. Najgorsze, że konsumenta wyuczyli tego bariści w różnych kawiarniach. Sam nie raz spotykałem się z pytaniem zadanym przez baristę o wielkość owego espresso. Małe czy duże? Tjaaa.
Kolejnym złym przyzwyczajeniem konsumenta jest zamawianie "kawy z mlekiem". Bariście trudno jest w tedy jednoznacznie określić co klient chce szczególnie jeśli wybór napojów kawowych z mlekiem w menu jest spory.

I jeszcze wymądrzę się nieco odnośnie americano. Nie raz spotkałem się w różnych lokalach jak i u mnie w byłej pracy ze sztucznym przeciąganiem espresso w celu uzyskania americano. Takie maksymalne wyekstraktowanie ziaren doprowadza do wyciągnięcia z kawy tego co najlepsze jak i najgorsze. A takie americano to największy syf jaki może być.

Włoskiego nie znam, ale jakoś kelnerzy się bardzo cieszyli, kiedy stwierdzałem, że "the best espresso is espresso doppio!". Pozdrawiam