W tym klubie nie lubię

Uwielbiam podróże pociągami. Jestem córką kolejarza, więc zapewne mam to we krwi. A jednak źródłem mojego upodobania są setki biletów zgromadzone podczas studiów, kiedy regularnie pokonywałam trasę Warszawa-Kraków-Warszawa wracając do domu. Pociągi skojarzyły mi się więc na stałe z podróżą do czegoś, za czym się tęskni. Lubiłam wysiadać w piątek wieczorem w Krakowie, gdzie czekał na mnie już Piotrek, jak również wracać w poniedziałki pierwszym porannym ekspresem, z gazetą w ręku i kawą...

...no właśnie, z kawą. Jakbyśmy się nie odżegnywali od kawy na wynos, są chwile, kiedy jest dla nas wybawieniem. Zwykle zdarza mi się kawę do pociągu nabywać w Coffe Heaven, bo ta sieć w całej Polsce rozłożyła się na dworcach. Ale w minioną niedzielę w Krakowie bliżej mi było do Cafe Club.


Nigdy tam nie byłam, ale nie maiłam czasu na zastanawianie się, pociąg odjeżdżał za 15 minut, a na szybce kawiarni napisane było, że dadzą mi kawę na wynos. Na początek zastanowił mnie opis: kawa czarna, kawa biała, a dalej już cappucino i cała reszta. Wydaje mi się,że Polacy są już na tyle kawowo wyedukowani, że wiedzą, co to jest americana czy latte. Ale dobra, spieszyło mi się, więc poprosiłam dwie małe kawy na wynos. Jedna białą, druga czarną. Na co pani mruknęła nieśmiało, że może jednak wezmę duże. Zapytałam, dlaczego, czy zabrakło im kubków? A pani na to, że nie, po prostu lepiej wziąć duże. Trochę mnie to poirytowało, bo nie miałam czasu na dyskusję. Ale zerknęłam na kubki i wtedy się okazało, że "duża" kawa, to kubek na oko 250 ml, w którym wlewają tak z 200 ml.
Oczywiście nie dziwię się takim proporcjom w stacjonarnej kawiarni, ale w kawiarniach na wynos mimo wszystko przyzwyczaiłam się do większych kubków, z których kawa starcza mi na pół drogi.
Ta też mi wystarczyła, nawet na całą drogę, bo po pierwszym łyku oboje z Piotrkiem zrozumieliśmy, że to był błąd. kawa była gorzko-kwaśna. generalnie smakowała jak jakiś napar z podeszwy. Jak jeszcze na dodatek pomyślałam, że dałam za te dwie kawy 18 PLN to tego już było za dużo. Co innego, gdyby była to kawa dworcowa, sprzedawana przez panią w kiosku. Toż już lepsza jest rozpuszczalna lurka z Warsa!
Sieć Cafe Club działa na zasadzie franczyzy, więc nie wykluczam, że lokal na ostatnim piętrze Galerii Krakowskiej to po prostu niechlubny wyjątek. Tak czy inaczej, ja do tego klubu należeć nie chcę i choćbym miała spać nad gazetą całą drogę w pociągu, kawy się tam już nie napiję.

Cafe Club
Kraków,
Galeria Krakowska
dodajdo.com

Święty Honoriuszu, patronie piekarzy...

Byłam we Francji, w Hiszpanii, we Włoszech... Wiecie, gdzie do kawy jadłam najlepsze croissanty? W Warszawie.

Niewiele rzeczy sprawia mi tak olbrzymią przyjemność, jak odkrywanie miejsc, do których chce się wracać już po pierwszym razie. Takich, gdzie można zaprosić znajomych bez obaw, że coś będzie nie tak. Gdzie obsługa jest schludna, przyjazna i nie rozwiązuje krzyżówek za ladą.

Z pieczywem mam zawsze ten sam problem co z kawą. Niby można je kupić wszędzie, ale jakość często pozostawia wiele do życzenia. Chrupiące bagietki, rumiane chlebki, croissanty z maślanym posmakiem... Brzmi pięknie? Pewnie. I niech nawet kosztuje więcej, ale żeby było dobre. Mam dość bagietek wypełnionych powietrzem i "firmowego" chleba z gumowym posmakiem!

Saint Honoré pachnie z daleka. Zajrzałam przez szybę, i przypomniało mi się, że nie mamy pieczywa na kolację. Wstąpiłam więc z zamiarem kupienia bagietki (4 zł). Przyglądałam się właśnie kanapkom, kiedy zagadnął mnie miły pan, z daleka wyglądający na Francuza. Z bliska zresztą też, choć mówi znacznie lepiej niż Pascal. ;) - Nie ma dobrej kanapka bez dobrego pieczywa - stwierdził, i zaczął opowiadać o bułkach, chlebie i tym wszystkim, co kusiło przez szybkę. Wzięłam więc jeszcze croissanta supreme (5zł) (od zwykłego croissanta różni się większą ilością masła i śmietany). No i espresso macchiato (6,50 zł), żeby mieć pretekst do opowiedzenia Wam o tym miejscu. Idźcie koniecznie do Saint Honoré, póki nie ma tam tłumów. Jest pysznie. A bagietkę zjadłam zanim dotarłam do domu.

Saint Honoré
ul. Krakowskie Przedmieście 20/22
Warszawa
dodajdo.com

Sexpresso

Przed weekendem nieco frywolny temat, na który natknęłam się buszując w sieci, czyli o dwóch rzeczach, które dotyczą (zaryzykuję) wszystkich obecnych na Kawowym: kawa i sex.

Okazuje się, że obu tym przyjemnościom jest bardzo po drodze. Na przykład w takim Seattle, gdzie, jak wieść gminna niesie, wypija się hektolitry kawy, od kilku lat funkcjonują i świetnie się mają tzw. sexpressos, czyli kawiarnie i bary typu drive-in. Najpopularniejsze z nich to The Sweet Spot (http://www.thesweetspotcafe.com/), Bikini Espresso czy Cowgirls Espresso. Jest to niewątpliwie jakiś sposób na niebywałą kawową konkurencję. Poniżej wideo w temacie:



Podążając jednak za tematem kawa + seks, natknęłam się na ciekawą informację. Otóż szczycący się swoją długowiecznością Kubańczycy zgodnie twierdzą, że zawdzięczają ją stronieniu od alkoholu oraz regularnego korzystania z takich właśnie przyjemności jak kawa, seks i cygara. Coraz lepiej, prawda?

Idąc dalej, portal Durex.pl donosi o błogosławionym wpływie na nasze życie cynamonu. Dawniej Chińczycy podobno wwiercali go sobie w genitalia (nie żartuję!), ale dzisiaj znamy kilka lepszych sposobów: na przykład dodanie cynamonu do kawy. A to oznacza zadziałanie ze zdwojoną siłą, bowiem kawa również zaliczana jest do afrodyzjaków.

Na Uniwersytecie Southwestern pracuje niejaki prof. Fay Guarracci. Zajmuje się m. in. badaniem właściwości kofeiny. Swego czasu dowiódł, że podawanie kofeiny samicom szczurów znacznie wzmacnia ich libido. Zawsze jakoś dziwnie się czuję, jak ktoś mówi, że badał coś na szczurach a potem odnosi to do ludzi. Oczywiście mam do szczurów i myszy wiele szacunku z racji tego, że są to gatunki, które sporo cierpią dla naszego dobra. W każdym razie po zrobieniu wokół tego hałasu profesor zaczął wycofywać się rakiem, że owszem, uhm, owszem, kofeina działa, ale na pewno, to ona działa tylko na samice, które nigdy nie miały kontaktu z kofeiną. Czyli zapowiadało się dobrze, a wyszło jak zawsze.

Zatem pozdrawiam przedstawicieli naszego gatunku, którzy czytają Kawowego. Jeśli Wasza samica nigdy nie piła kawy, już wiecie, co macie podać jutro na śniadanie do łóżka;)
dodajdo.com

Przedłużony odpoczynek w Coffee Lungo

Mam grupkę znajomych ze studiów, którzy trafili do tej samej branży co ja, w związku z tym uznaliśmy to za dobry powód spotykania się co jakiś czas. Opowiadamy sobie wówczas anegdotki z czasów studenckich (nie tak odległych) i zaśmiewamy do łez z branżowych rewelacji. I za każdym razem, wybieramy inne miejsce.
Wczoraj trafiliśmy więc do Coffee Lungo. Jechałam tam bez przekonania. Kawiarnia przy Alejach Jerozolimskich? Tam nie może być miło. Nastawiałam się na tłum i zgiełk. I zostałam mile zaskoczona.

Coffee Lungo mieści się w kamienicy przy skrzyżowaniu Jerozolimskich i Kruczej. Wygląda niepozornie. W środku czekają na nas kanapy na pierwszym i drugim poziomie, przyjemnie stonowane kolory i przeszklona ściana. Za oknami zgiełk, jeżdżą tramwaje, samochody i autobusy, ludzie przechodzą przez pasy, ale to wszystko oglądasz jak w niemym kinie. W środku jest przyjemnie i cicho, muzyka tylko towarzyszy, nic nie rozprasza uwagi. Słowem, świetne miejsce do spotkań.
Byliśmy tam od 18.00, więc gdyby miało to być miejsce zalewane przez tłum, zapewne nie znaleźlibyśmy miejsca. Tymczasem zastaliśmy kilka osób pochylonych nad książkami i gazetami. Spędziliśmy tam więc trzy godziny, śmiejąc się w głos i rozrabiając na całego. Kelner niezwykle uprzejmy, nikt nas nie uciszał, nie dopytywał czy chcemy zamówić coś jeszcze, nie dawał do zrozumienia, że siedzimy za długo. Naprawdę nie chciało mi się opuszczać tej kawiarni.

Tyle o klimacie. Co do kawy – moi znajomi przyzwyczaili się już, że zaczynam od końca, czyli od espresso. Wzięłam zatem małe espresso – podane jak należy w gorącej filiżance, z cremą, odpowiednia ilość. Niestety kwaśne jak diabli. Być może akurat źle trafiłam. Robiąc sobie przerwę na sernik z kruszonką (smaczny), zamówiłam latte, a raczej kubełek kawy z mlekiem. Ale bardzo smacznej, mogę spokojnie polecić.
W menu znajduje się sporo pyszności – sałatek, kanapek, obiecujące menu śniadaniowe. Znajomi testowali sałatki i zajadali ze smakiem.

Chociaż espresso mnie rozczarowało, na pewno będę wracać. To świetny punkt do spotkań, samo centrum, cicho, można spokojnie porozmawiać. Na śniadanko można wpaść już o 7.30.
Mile zaskoczyły mnie ceny: espresso 6 PLN, doppio 9 PLN, sernik, jeśli się nie mylę (tego już nie sprawdziłam na rachunku) ok. 10 PLN, latte chyba tyle samo, bo za ten tercet zapłaciłam około 25 PLN.

Coffee Lungo
Warszawa,
Aleje Jerozolimskie 42
Godz. 07.30 – 00.00
dodajdo.com

Przerwa na reklamę :)

Drodzy Czytelnicy,
ponieważ testowanie kolejnych kaw i odwiedzanie kolejnych kawiarni mocno nadwyręża nasze domowe budżety, a jednocześnie chciałybyśmy jak najczęściej prezentować Wam nowości, postanowiłyśmy umieścić na blogu boks z miejscem na reklamę.

Wybrałyśmy system reklam Ad Taily (www.adtaily.com), stworzony specjalnie z myślą o blogerach. Daje nam to gwarancję, że reklamy nie będą inwazyjne i nie będą przesłaniały treści bloga. Ponadto, to my decydujemy, jakie reklamy będą wyświetlane oraz w jakim miejscu będą widoczne. Zapewniamy również, że emisja reklamy nie będzie miała wpływu na treści zamieszczane na blogu - zresztą, zapewne nie pozwolilibyście na to i szybko odkryli takie niecne zabiegi.

Liczymy, że ta decyzja nie wywoła w Was sprzeciwu. W zamian obiecujemy jeszcze więcej kawowych rewelacji, a w przyszłości - kto wie, jeśli zareklamuje się u nas Porsche;) - jakiś zlot kawoszy?...

Pozdrawiamy i zapraszamy do klikania reklam, jeśli się kiedyś pojawią. Zyski są z tego co prawda tak niewielkie, że nie kupimy sobie za to ekspresu, ale na kilka kaw starczy na pewno!

Magdaro & I.nna
dodajdo.com

Spiesz się powoli na Kubusia Puchatka

Idziesz rano na autobus do szkoły. Jakieś 100 metrów od przystanku widzisz, że autobus podjeżdża. Mógłbyś podbiec i zdążyć, ale nie przyspieszaj kroku. Idź swoim tempem i przyjmuj pewne fakty jako naturalną kolej rzeczy. Nie buntuj się, dostosuj plany. Festina lente.

Takie nauki dawał nam w liceum leciwy Profesor L., który uczył nas języka polskiego. Ta rada, którą akurat wcieliłam w życie, przypomniała mi się podczas wizyty w Cafe Lente. Do dzisiaj nie mogę uwierzyć, że nie zaniosło mnie wcześniej na ulice Kubusia Puchatka.



Nie wiem czy uwierzycie, ale to miejsce w centrum Warszawy, w którym panuje spokój, możesz posiedzieć na zewnątrz ciesząc oczy starymi drzewami i kamienicami, a jednocześnie tłum przechodniów nie wznieca tumanów kurzu, które osadzają się na Twojej cremie.

Po drugie, obsługują Cię ludzie, z którymi chętnie byś się zakumplował. Bez zbędnego nadęcia. Czujesz się jak Friends w Central Perku.

Na swojej stronie internetowej założyciele kawiarni piszą:
Chcieliśmy stworzyć miłe, przytulne wnętrze, gdzie można dobrze i zdrowo zjeść, pogrążyć się w rozmowie, lekturze książki lub gazety. Na antresoli nie ma muzyki, żeby nie przeszkadzała w wymianie myśli. (...) To dobre miejsce, żeby zatrzymać się na chwilę. Jesteśmy Holendrami, więc pragmatyzm i tolerancja to klimat naszego dzieciństwa i młodości. Chcemy się tym podzielić z innymi, pokazać że sprawy idą zgodnie w parze: dostaniesz zdrowe, domowe potrawy, a z drugiej strony możesz palić, napić się wina i piwa, podamy Ci mocną kawę. Wiemy jak jest. Wszyscy pracujemy nad sobą, ale nikt nie jest idealny. Warszawa, jaka nas urzekła wiele lat temu, pozbawiona była krzykliwych reklam, promujących się marek. W telewizji były dwa kanały: Jedynka i Dwójka. Ta przejrzystość nas uwiodła: sklep to delikatesy, kino to jedna sala projekcyjna i popcorn. Jesteśmy zmęczeni tym, co nas otacza. Wiemy, że Wy także. Dlatego nie podejmowaliśmy współpracy z dużymi korporacjami, żebyśmy nie byli zmuszani do pokazywania Wam ich reklam, żeby nasze i Wasze głowy, i oczy mogły odpocząć od zgiełku miasta.

No nie mówcie, że Was ten opis nie rusza. I tym razem nie jest to pusty marketingowy przekaz, precyzyjnie dopasowany do grupy docelowej. Tak po prostu tam jest.

Co dobrego można dostać? Piłam rozkoszną lemoniadę (jeśli nie przekręciłam, bo był jeszcze drugi napój podobny). W każdym razie dostałam szklankę wody z cytryna, limonką, listkami mięty, a na dole był brązowy cukier. Pyszności. Nie próbowałam przekąsek, ale w menu jest pełne pozycji typu slow food. Możecie także celebrować picie yerba mate, którą dostaniecie w tradycyjnych mate, a Wodę w dzbanuszku.
No i belgijskie piwo... Jestem akurat piwoszem. Przy czym, umówmy się, piwosz to nie jest osoba, która wypija skrzynkę browca tygodniowo. Uwielbiam ukraińskie Obolony, polskiego miodowego Ciechana, słodko-gorzkiego pomorskiego Koźlaka czy delikatne jak Japońskie kobiety tamtejsze piwa. Dla smakoszy zatem Cafe Lente to miejsce, gdzie znajdą najlepsze belgijskie piwa, wysokiej fermentacji: Blanche de Namur, Douvel czy Ichtegem's Oud Bruin.

Ale zaraz, zaraz... zapytacie, gdzie w tym wszystkim jest kawa. Jest i kawa. Poprosiłam espresso, ale tak się zagadałam z koleżanką, że spróbowałam je dopiero po chwili, kiedy było już chłodne. Trudno więc ocenić jego walory. Ale jak tylko tam wrócę (a wrócę na pewno) przyjrzę się kawie dokładniej.
Pomimo tej pominiętej kawy, daję Cafe Lente kredyt zaufania. To wyjątkowe miejsce, więc nie mówcie o tym zbyt wielu, żeby zawsze znalazło się tam dla nas wolne miejsce.

Cafe Lente
Warszawa
ul. Warecka 8/30a (wejście od Kubusia Puchatka)
pon-pt: 9:00 - 22:00
sob-ndz: 11:00 - 22:00
dodajdo.com

Empetrucha dla śpiochów

Dla wszystkich tych, którzy przespali sobotnią audycjęw Radiu Euro (Program IV Polskiego Radia), mam mp3. Niestety nagrane tylko od połowy spotkania (a początek był chyba jednak ciekawszy).
Żałuję, że temat był usilnie sprowadzany na pole (cytuję) "uzewnętrzniania się". Liczyłam mimo wszystko na ciekawsze pytania, a przynajmniej bardziej otwarte, nie sugerujące odpowiedzi. Można było porozmawiać o tym, dlaczego ludzie czytają blogi i czego na nich szukają, dlaczego je piszą i co im to daje. "Uzewnętrznianie się" wcale nie jest tutaj odpowiedzią na te pytania (przy okazji zainteresowanych odsyłam do ciekawego badania niżej).
W sumie pożytek z tego taki, że Kubie przynajmniej udało się powiedzieć na antenie, że popełnił błąd rzucając 6 lat temu miłość swojego życia. Byłam ciekawa czy to zrobi:) Gratuluję mu zatem odwagi i pozdrawiam znaną mi tylko z opowieści Kaję - mam nadzieję, że słuchała akurat tego radia o tej godzinie.
Dziękuję tym, którzy wstali i słuchali, a także tym, którzy kibicowali przez sen:) Jeśli dzięki audycji trafili do nas nowi czytelnicy, serdecznie witamy!

Link do II części audycji: http://odsiebie.com/pokaz/5137925---b9d3.html

Blogi chłopaków, z którymi byłam w audycji:
Alan (ten rozbrajająco niski głos): www.2upblog.pl
Kuba (ten od wyznania): www.blogpowszechny.pl

Link do raportu z badania blogosfery: http://badania.gazeta.pl/pkf/1625/114670/badanieblogosferypl.pdf
dodajdo.com

Jaki ekspres kupić - cz I.

Tytułowe pytanie pojawia się bardzo często. Powraca w komentarzach pod postami i w mailach, a pomoc nie należy do najłatwiejszych. Pół biedy, kiedy ktoś choć trochę określi swoje wymagania, np. "ma kosztować nie więcej niż 500 zł i dobrze spieniać mleko". Najtrudniej doradzić komuś, o kim nie wiemy nic.





Ciśnienie
Na początek kilka wskazówek. Do zrobienia espresso potrzebujemy 9 barów ciśnienia. Większość ekspresów ciśnieniowych na rynku chwali się 15 barami. To wartość maksymalna, jaką w stanie jest wytworzyć pompa. Jeśli w opisie ekspresu, który nam się spodobał widzimy, że barów jest mniej niż 9-10, to nie ma sensu wydawać na niego pieniędzy. Lepiej kupić najprostszą kawiarkę, a na espresso iść do kawiarni.

Cena
Kolejna sprawa - cena. Z racji tego, że zwykle zmuszeni jesteśmy zmieścić się w jakiejś sumie, postanowiłam podzielić ekspresy godne uwagi na dwie kategorie. O tych najtańszych, za kilkaset zł, napiszę dziś. W kolejnej części będziecie mogli przeczytać o sprzęcie z wyższej półki, wartej tysiąc i więcej zł.

Temperatura
Z moich obserwacji i wnikliwej lektury opinii użytkowników poszczególnych modeli wynika, że z tanimi ekspresami jest jeden poważny problem: niestabilna temperatura. Raz jest odpowiednia, raz nie, a to przekłada się na smak przygotowywanej kawy. Myślę, że po części wynika to z faktu, iż większość tych tanich ekspresów nie ma bojlera, tylko termobloki, które konstrukcją przypominają przepływowe podgrzewacze wody. Dlatego przed zaparzeniem kawy warto przepuścić trochę wody, żeby rozgrzać wnętrzności ekspresu. Tanie ekspresy mają obudowę z plastiku, więc nie trzymają ciepła tak dobrze, jak te metalowe.

Pojemność
Kolejną sprawą, która ułatwia życie jest zbiornik na wodę. Coraz więcej w sklepach małych urządzeń, które są lekkie, mają obudowę z tworzywa i mieszczą w sobie 800 ml wody. To niedobrze. Ekspresu raczej się ze sobą na wakacje nie zabiera, więc nie musi być lekki. A im cięższy, tym bardziej stabilny, więc jest szansa, że podczas robienia kawy filiżanki nie będą nam "tańczyć" i zsuwać się z tacki. Te 800 ml wody to też trochę mało. Przepuścimy wodę przez ekspres, przepłuczemy grupę i dyszę do spieniania mleka, zrobimy dwie kawy i... Trzeba za każdym razem uzupełnić zbiornik. Nie ma również znaczenia czy jest tacka do podgrzewania filiżanek (zwykle wersja ekspresu z tacką jest droższa niż bez), czy nie, bo w takich domowych ekspresach ona i tak działa do d. Lepiej i szybciej wlać na chwilę wrzątek do filiżanki.

Saszetki i kapsułki
Bardzo modne stały się ostatnio automatyczne ekspresy na saszetki (podsy) albo kapsułki, choćby Nescafe Dolce Gusto. Plus za to, że kawa jest przyzwoita i zawsze taka sama. Problem z nim jest taki, że wymusza picie tej samej kawy przez całe życie ekspresu, bo kapsułki innej firmy nie pasują. Poza tym są dość drogie, a każda kawa to garść śmieci - coś z tym plastikowym opakowaniem przecież trzeba zrobić. Zwykłe ekspresy często mają dodatkowe sitko na saszetki i to jest o wiele lepsze rozwiązanie, bo daje możliwość wyboru. Poza tym jakoś mnie nie przekonuje cappuccino z mlekiem z proszku. A dyszy do spieniania prawdziwego mleka w tego typu urządzeniach nie ma.

A teraz kilka konkretnych modeli. Wybrałam te, które są na tyle popularne, że można spróbować z nich kawy u znajomych albo znaleźć sporo opinii w internecie. Z mojego klikania wynika, że najtańsza sensowna opcja to AEG 150. Kosztuje ok 350 zł, ale wygląda na więcej ;) Ma solidną, metalową obudowę, ciśnienie 15 bar, termoblok, 2-litrowy zbiornik wody, w zestawie sitko na 1 kawę, na 2 i do saszetek. Ma też swoje minusy - jest głośny, a lampka wskazująca poziom nagrzania często nie działa tak, jak powinna. Dyskusyjny jest też system Crema, czyli zaworki w kolbie (gwarantujące powstanie cremy), które czasem się przydają, kiedy chcemy użyć kawę gorszej jakości lub źle zmieloną; z drugiej strony - są zamontowane na stałe, więc dla kawoszy, którzy chcą doskonalić swoje umiejętności parzenia kawy to przeszkoda, bo na pierwszy rzut nie widać postępów.
http://www.ceneo.pl/1691069

Saeco Via Veneto za niecałe 400 zł wygląda może trochę prymitywnie, bo ma plastikową obudowę, ale jest dość cichy, a to spora zaleta, bo ekspresy za mniej niż tysiąc zł zwykle buczą. Ma bojler, spory pojemnik na wodę (1.5 l), ciśnienie - 15 bar, i cieszy się dobrą opinią wśród użytkowników.
http://www.ceneo.pl/1679478

Dobra opcja w tym przedziale cenowym to także Rowenta ES 180, za nieco ponad 500 zł http://www.ceneo.pl/136653 Ciśnienie - 15 bar, zbiornik na wodę o pojemności 0,8 l, po napełnieniu filiżanki kawą urządzenie automatycznie się zatrzymuje, co zapobiega przelaniu, a więc można np. włączyć ekspres i spokojnie iść w tym czasie do lodówki po mleko ;)


Trochę Was już znam, więc wiem, że zaraz pojawią się głosy: "czemu tylko trzy ekspresy?". Bo to tylko rzut oka na rynek. "Jaki kupić ekspres do 500 złotych" to pytanie podobne do "jaki kupić używany samochód do 15 000 złotych?". Jaki? Nie mam bladego pojęcia! Zależy czy ma być miejski, terenowy, rodzinny czy kombi. I czy używany 3 lata czy 10, czy benzyna czy gaz, czy z Polski czy z zagranicy... Podobnie z ekspresami: wybór jest tak duży, że każdy musi sam zastanowić się nad kryteriami i dopiero wybrać.

A porównanie z samochodami jest na miejscu z jeszcze jednego powodu: te trzy ekspresy, o których dziś piszę, są jak Maluch - każdy kiedyś od niego zaczynał i był dumny, że ma samochód. Dopiero potem przesiadał się do Dużego Fiata, Opla czy innego Mercedesa, a jak życie się dobrze ułożyło, to nawet do Maybacha. Wśród ekspresów do kawy też są Mercedesy i Maybachy, o których kiedyś napiszę. Dziś o maluchach - w kolejnym poście o średnim segmencie.

Zobacz również:
Jaki ekspres kupić - cz. II

dodajdo.com

Turbo doładowany ekspres do kawy

Ferrari, Bugatti, Lamborghini... Wszyscy znają i kojarzą te marki z fantastycznymi, sportowymi autami. Okazuje się jednak, że produkują także ekspresy do kawy. Może nie tak szybkie jak samochody, ale na pewno równie piękne.

Jakiś czas temu pisałam o Ferrari domowego użytku, czyli ekspresie Brunopasso, który kształtem wskaźników i pokręteł nawiązuje do stylu sportowych samochodów. Dizajnerzy poszli tym tropem i mamy na rynku kolejne projekty.





Diva Bugatti kosztuje nieco ponad 3 tys zł i można ją kupić w kilku polskich sklepach. Jest bardzo prosta w obsłudze i ma wszystko, co ekspres domowego użytku mieć powinien. Można przygotować kawę ze zmielonych ziaren albo z saszetek, spienić mleko, a gotową kawę podać w filiżankach podgrzanych na zamontowanej do tego celu tacy. Diva jest szybka - gotowość do działania osiąga w 2 minuty po włączeniu. Dostępna jest w kilku kolorach, między innymi białym, czarnym, czerwonym, żółtym i zielonym.

Lamborghini użyczyło swojego logo firmie La Pavoni. Efektem tej współpracy jest czarny metalik Tonino Lamborghini. Podobno jest hitem wśród ekspresów na podsy (saszetki) i może się pochwalić mosiężnym bojlerem, 20-barową pompą ciśnieniową oraz "turbo” dyszą do spieniania mleka.

Z kolei do stworzenia "samochodowej" serii Saeco (od 1,5 do 6 tys zł, w zależności od modelu) zaangażowani zostali projektanci BMW. Ekspresy te są w pełni automatyczne, co oznacza, że wystarczy nacisnąć odpowiedni przycisk, a kawa zrobi się sama. Coś w sam raz dla miłośników automatycznych skrzyni biegów ;)

Warto zwrócić uwagę na fakt, że te ekspresy raczej nie znajdą uznania w oczach prawdziwych miłośników kawy. Maksymalnie uproszczona obsługa i fantastyczny dizajn to nie wszystko. Ekspres ma przecież robić dobrą (!) kawę, a nie tylko ładnie wyglądać. Zastanawiam się więc, czy aby tego typu gadżety nie zostały stworzone z myślą o tych, których nie stać na prawdziwy samochód tych marek, ale chcieliby mieć coś, co będzie jego namiastką? A co Wy o tym myślicie?
dodajdo.com

Uwaga - Czwórka, a nie Jedynka

Kochani Czytelnicy, a jutro rano także Radiosłuchacze!

Mała zamiana planów. Właśnie dzwoniła pani z radia, z informacją, że audycja o blogach będzie jednak w Programie Czwartym (Euro). Godzina bez zmian - 7 rano, a jak mówią w mojej ulubionej radiowej Trójce - obecność obowiązkowa.

Częstotliwości radia Euro (dawniej Bis):
http://www.polskieradio.pl/czestotliwosci/bis.aspx
I strona internetwa: http://www.polskieradioeuro.pl/



dodajdo.com

KAWOWY W RADIOWEJ JEDYNCE!

Kochani, w jutrzejszych Sygnałach Dnia w Radiowej Jedynce będę (ja, czyli Magdaro) gościem audycji na temat blogów. Będę mówiła między innymi o Kawowym, więc zapraszam do słuchania!:)
Pora co prawda okrutna, bo na antenę wejdziemy jakoś krótko po 7. rano, ale myślę, że kawa na pewno pomoże Wam wstać. W zamian obiecuję pozdrowić z anteny czytelników Kawowego. A jeśli Was to pocieszy, ja będę musiała na tę okoliczność zerwać się z łóżka po piątej...

Częstotliwości Programu Pierwszego Polskiego Radia znajdziecie tutaj: http://www.polskieradio.pl/czestotliwosci/jedynka.aspx

Radia można też słuchać przez internet: http://www.polskieradio.pl/sluchaj/

Dla śpiochów postaram się zdobyć mp3 i wrzucić na bloga przy okazji. Ale oczywiście liczę na Wasze wsparcie :) Wypijcie jutro rano filiżankę kawy w mojej intencji!
dodajdo.com

A d... rośnie!

Żywieniowcy postanowili sprawdzić, jaka jest zawartość kaloryczna napojów sprzedawanych w sieciowych kawiarniach - donosi Rzeczpospolita. Okazało się, że niekwestionowanym liderem w tej dziedzinie jest Starbucks. Ich mocha frappuccino, z dodatkiem syropu, śmietanki i skondensowanego mleka zawiera 560 kilokalorii. To 1/4 dziennego zapotrzebowania dorosłej kobiety na energię i więcej niż słynący z kaloryczności Big Mac (480 kcal).

Ani MacDonald's, ani Starbucks nie ukrywają tego faktu przed swoimi klientami, ale prawda jest taka, że mało kto wczytuje się w tabele kaloryczne przed zamówieniem hamburgera. I pewnie jeszcze mniej osób zastanawia się nad kalorycznością czy zawartością cukru w kawowym napoju. Twórcy strony www.sugarstacks.com* wzięli pod lupę przeróżne produkty i ilość zawartego w nich cukru przeliczyli na kostki. Według ich wyliczeń wspomniana już wcześniej starbucksowa mocha frappuccino zawiera 12 kostek cukru. To i tak nic w porównaniu ze średniej wielkości czekoladowym shakiem z Maca, w którym jest tych kostek 27.



* Na wspomnianą stronę trafiłam za pośrednictwem Trufli. Zainteresowanych tematem odsyłam również do wpisu Patrycji pt. Cukier... nie krzepi!
dodajdo.com

Mona Lisa, czyli Kobieta z Kawy

Zobaczcie jaki pomysł mieli miłośnicy kawy z Australii. A kogo/co Wy byście sobie ułożyli i z jakiej kawy? Ja Audrey Hepburn.







dodajdo.com

Femme fatale

Jak byłam mała, to chodziłam z tatą na lody. Kupował mi 5 kulek w podwójnym rożku i zachodzę w głowę, jak ja byłam w stanie tyle zjeść? Teraz wymiękam przy trzeciej. Wczoraj byłam na kawie z teściem, siedziałam koło chłodni z lodami i uświadomiłam sobie, że w dorosłym życiu nigdy nie byłam na kawie ze swoim tatą. Zaległość zdecydowanie do nadrobienia. Z teściem zresztą też byłam pierwszy raz na kawie. Przy okazji odkryłam miejsce godne polecenia.

Okolice Ronda ONZ i Grzybowskiej to głównie wieżowce-biurowce. Na parterach tych budynków sporo jest kawiarni, restauracyjek i typowych lunchowni. Jest i W biegu cafe, i Coffee heaven. I maleńka cukiernia Femme Fatale. Serwują tam Manuela, którego od czasu wakacji w okolicach Wenecji jestem wierną fanką - uważam, że ani Vergnano, ani Illy, skądinąd dobre, nie dorastają Manuelowi do pięt. Oczywiście pod warunkiem, że jest dobrze przygotowany. Ale w Femme Fatale nie musicie się o to martwić. Trzy espresso serwowane po kolei - wszystkie o tej samej objętości, z piękną cremą, w podgrzanej filiżance. Do tego ciastka, dobre i wcale nie drogie. Mus orzechowy (5 zł) to musi być prawdziwa bomba kaloryczna - słodka, zapychająca, mocno orzechowa. Ale czasem warto zaszaleć. ;) Zresztą wybór jest spory, są eklerki (5 zł), rurki z kremem (3 zł), drożdżówki i sporo innych słodkości. Aż dziwne, że na tak małej przestrzeni, w pomieszczeniu wielkości mojej kuchni, dało się stworzyć takie przyjemne miejsce.

Jedyny minus jest taki, że ciastka nie są podpisane. Nie ma cen ani nazw, które czasem wyjaśniają "co w tym siedzi". A dla zmotoryzowanych problematyczne może się okazać parkowanie. W okolicy jest z tym kłopot, więc wjechaliśmy w jakieś podwórko, stanęliśmy pod blokiem i sobie poszliśmy. Wróciliśmy pół godziny później i co się okazało? Że brama jest zamknięta i bez klucza nie da się wyjechać. Staliśmy tak z godzinę, czekając aż ktoś z mieszkańców sobie tę bramkę otworzy i uda nam się przejechać tuż za nim. Daleko zresztą nie zajechaliśmy, bo wpadł mi w oko wielki szyld "Wszystko dla konia". A że od niedawna jeżdżę konno i jestem na etapie kompletowania sobie sprzętu, to sami rozumiecie, że nie mogłam tam nie zajrzeć. Teraz mam już dwa powody, żeby bywać w tamtej okolicy.


Cafe Femme Fatale
ul. Grzybowska 2
Warszawa
dodajdo.com

Cuando tomes tu café...

Eksperyment na weekend: spróbujcie posłuchać tej piosenki i jednocześnie się NIE KIWAĆ. Ja dochodzę do wniosku, że jest to absolutnie niewykonalne. Podobnie, jak się nie uśmiechać i nie mieć ochoty na kawę.

dodajdo.com

Kawowy rekord świata w Sopocie

Dwa lata temu na sopockim molo ustanowiono kawowy rekord świata. W ciągu pięciu godzin przygotowano prawie siedem i pół tysiąca cappuccino! Wszystkie kawy rozdano publiczności. Nie wiemy, jakie przełożenie na jakość miała ta olbrzymia ilość, ale... wkrótce będzie można się o tym przekonać. Pojutrze - 15 sierpnia, w samo południe - powtórka z rozrywki, czyli próba pobicia wyniku sprzed dwóch lat.


Ci, których w Sopocie w tym czasie nie będzie, na stronie www.kawowyrekordswiata.pl mogą obejrzeć relację na żywo. Jest też konkurs - do wygrania ekspres do kawy.
dodajdo.com

Kawa, yerba mate, lukrecja...

...zielona herbata, mięta pieprzowa, mięta słodka, słodka pomarańcza, cynamon, gorzka pomarańcza, imbir, kardamon, lippia trójlistna, anyż gwiazdkowy, anyż zielony, goździki, różeniec górski, kurkuma. Brzmi jak składniki jakiejś tajemniczej mikstury? A to po prostu Fitness Caffe, czyli kawa mająca wspomagać odchudzanie, nowość na naszym rynku, którą do testu dostarczyła nam firma Ness, wyłączny dystrybutor produktów tej marki na terenie Polski

Fitness Caffe Mediterraneo to produkt włoski, mieszanka arabiki (80%), robusty (20%) oraz kilkunastu ziół i przypraw. Lekko korzenny aromat zawdzięcza anyżowi, cynamonowi, imbirowi i kardamonowi. Producent zapewnia, że zielona herbata i słodka pomarańcza poprawiają metabolizm i skutecznie wspomagają utratę wagi, a mięta pieprzowa zapewnia wyjątkowe orzeźwienie. Czy rzeczywiście tak jest, trudno powiedzieć - trzeba by ją pić regularnie, przez dłuższy czas, żeby móc ocenić efekty, dlatego my skupimy się na innych cechach tego produktu.

Smak i zapach
Wielu ludzi pije kawę ze względu na jej charakterystyczny zapach. Tutaj od samej kawy o wiele bardziej wyczuwalne są zioła. Ja do wszelkich ziołowych herbatek mam wstręt, więc szczerze powiem, że mnie ten zapach skutecznie zniechęca. Jedynie miętę lubię, w lemoniadzie domowej roboty.;) Ale Fitness Caffe warto spróbować, bo ziółka, które byłyby dla mnie nie do przełknięcia, w tej postaci są do wypicia.

Sposób przygotowania
Kawa Fitness jest bardzo drobno mielona. Tak bardzo, że nie dałam rady zaparzyć jej w moim ekspresie ciśnieniowym, bo zapchało się sitko. Nieco lepiej poszło z kafetierką. Aromat ziół był jeszcze bardziej wyczuwalny niż przed zaparzeniem, ale w smaku czuć było kawę. Przy tym stopniu zmielenia da się ją z powodzeniem zaparzyć po turecku, w tygielku. Mnie jednak najbardziej smakuje na zimno, z kilkoma kostkami lodu. Na stronie www.fitnesscoffee.com podana jest jeszcze inna propozycja. Radzą, aby wlać gorącą kawę do miksera wypełnionego kostkami lodu, dodać cukru albo mleczka migdałowego do smaku (choć wtedy to już raczej nie będzie fit ;)), miksować przez 30 sekund, a potem przelać koktajl do szklanki.

Gdzie kupić
Fitness Caffe dostępna jest w sklepie internetowym dystrybutora produktów tej marki - (www.fitnesscaffe.pl/sklep.html) 250 g tej kawy kosztuje 24 zł. Drogo, jeśli wziąć pod uwagę, że zioła są tańsze od kawy, i za 24 zł możemy całkiem nieźle zaopatrzyć się w Herbapolu, albo kupić kawę, która naprawdę nam smakuje (96 zł za kg to cena, za którą w sklepach można powybrzydzać).

Czy to ma sens?
Nie wiem, czy ilość ziół, jaka jest zawarta w Fitness Caffe jest wystarczająca do uzyskania za ich pomocą efektu odchudzającego. Warto wziąć też pod uwagę, że kofeina, zawarta w każdej kawie, sama w sobie również może wspomagać odchudzanie, zwiększa bowiem proces produkcji ciepła przez organizm (a więc pomaga spalać kalorie) i przemianę materii. Przede wszystkim jednak pobudza, dzięki czemu będziemy mieli więcej energii do aktywnego spalania tłuszczyku. Zamiast wczytywać się w ulotki reklamujące rewelacyjne specyfiki, lepiej chyba wybrać się na basen albo pobiegać po okolicy.
dodajdo.com

W biegu, po holendersku

Prawdziwa mapa metra i miasta, która już jakiś czas temu pojawiła się na przystankach i plakatach w Amsterdamie. Nie po raz pierwszy reklama wydaje się ciekawsza od samego produktu. No bo gotowy kawowy napój, do kupienia w sklepach i na każdej stacji benzynowej, to zdecydowanie nie jest to, co tygrysy lubią najbardziej. ;)



dodajdo.com

Siga, Siga! Powrót autora marnotrawnego.

Pewnie nie wszyscy zwracają na to uwagę, ale z dwóch autorek tego bloga, to I.nna płodzi większość tekstów, które czytacie. Druga autorka, zajęta dotychczas przygotowaniami ślubnym i perturbacjami innego kalibru, powraca dzisiaj na Kawowego niczym córa marnotrawna.

Jako młoda żonka, ze swojej podróży poślubnej na jedna z greckich wysp przywiozłam oczywiście kilka wrażeń. Dzisiaj pierwsze z nich - kawa po grecku, a może raczej po kreteńsku.

Po pierwsze, kawa na Krecie jest droga. Fantastyczne espresso w Tazza d'Oro w Rzymie kosztuje 80 eurocentów. Zwyczajne espresso w tawernie na kreteńskiej wsi kosztuje 2,5 euro. A na pewno nie jest to kraj kawy (za to jest to kraj oliwy, sera i wina:). Kawę zamawiałam w kilku Tawernach, ale greek coffee spróbowałam w kultowej tawernie Amphora, w przepięknej, malowniczej Chanii.

Kawę po grecku przyrządza się jak kawę po turecku. Właściwie to jest to samo. I nic w tym dziwnego. Taka Kreta na przykład była najeżdżana przez Turków dziesiątki razy, okupowali wyspę kilkaset lat budując meczety i wycinając w pień miejscową ludność. W ogóle nowożytna historia Krety przypomina historię Polski, tylko jest bardziej krwawa - ale to opowieść na innego bloga;)

Wracając do kawy po grecku. Przyrządza się ją w specjalnym tygielku zwanym briki. Wlewamy do niego tyle filiżanek wody, ile chcemy przyrządzić. Następnie wsypujemy po łyżeczce kawy na filiżankę oraz tyle cukru, ile chcemy, mieszamy na średnim ogniu aż się rozpuści, a następnie doprowadzamy do wrzenia. Kiedy pojawi się kożuch, odstawiamy kawę na bok na minutę, a następnie rozlewamy do filiżanek. Wersja dłuższa mówi: po zagotowaniu zestawiamy na minutę, potem znowu doprowadzamy do wrzenia, zestawiamy, mieszamy, znowu stawiamy i doprowadzamy do wrzenia, następnie ściągamy pianę i wkładamy do każdej filiżanki, po czym kawę mieszamy i wlewamy do filiżanek.

Ufff. Trochę się trzeba narobić:) Jakby tego było mało, mamy cztery rodzaje kawy po grecku, w zależności od zawartości cukru. Jest więc sketos - mocna kawa bez cukru, metrios - średnio mocna z jedną łyżeczką, następnie słodka glykis lyb wręcz ulepek czyli veri glykis, aż po glykis vrastos - słodką, gotowaną więcej niż jeden raz.

Nie wiem, którą opcję wybrali w tawernie, w której zamówiłam kawę po grecku, ale jedno jest pewne: nie była mocna, nie była słodka, a fusy były drobne i twarde niczym piasek. Mimo, że na co dzień raczej nie będę się delektowała tego typu kawą, w tamtym klimacie tak przyrządzona, bardzo przypadła mi do gustu. Może również dlatego, że nie mając dostępu do internetu na dzikim południu pełnym groźnych Gór Białych i maleńkich wiosek nie mogłam poczytać o tego rodzaju kawie i dzięki temu nie byłam nastawiona na konkretne doznania. Na korzyść greek coffee przemawia również fakt, że stawia na nogi, co widać na poniższym zdjęciu, zrobionym tuż po wyjściu z kawiarni, z dedykacja dla czytelników Kawowego:)



Polecam przyrządzanie kawy po grecku w domowym zaciszu. Największym atutem tej kawy - poza tym, że stawia na nogi - jest sam rytuał jej przyrządzania. A popijając tak przygotowany napój, rozsiądźcie się wygodnie w fotelu i powtarzajcie sobie - jak Kreteńczycy - Siga, siga!*

Tawerna "Amphora"
Chania (Kreta)
Nabrzeże portu weneckiego
(bliższy adres nieznany, bo kto by takie rzeczy zapisywał na urlopie!)

* "Siga, siga!", czyli po grecku "powoli, powoli!" - popularne na Krecie powiedzenie, w którym zawiera się filozofia życia Kreteńczyków.
dodajdo.com

Lepsza czysta niż w drinku

Zazwyczaj jest tak, że bardzo przeciętne espresso całkiem nieźle sprawdza się w kawowym drinku i jako latte z lodami czy smakowym syropem smakuje dobrze. Na tym bazują sieciówki i zwykle serwowanym przez nie dużym kawom niewiele można zarzucić.

iCoffee jest wyjątkiem od tej reguły. Piłam tam pyszne macchiato (6,50zł). Następnym razem - bardzo dobre espresso (5, 50 zł). W połączeniu z tortem kajmakowym było dobrze (choć nigdy wcześniej nie jadłam tortu kajmakowego, więc nie wiem czy tak to powinno smakować). Ale koleżanka, z którą tam byłam, zamówiła latte z lodami (11,90). Nie jest fanką kawy, pije ją tylko do towarzystwa bądź na obudzenie, i zwykle jest to cappuccino (w iCoffe kosztuje 8,90 lub 9,90 w zależności od wielkości). Ale nawet dla niej ilość kawy w kawie okazała się niewystarczająca. Bo to latte nie wyglądało jak latte, nie miało beżowego koloru, tylko brudno-biały. Przez chwilę nawet zastanawiałyśmy się, czy aby na pewno tam jest kawa, czy może o niej zapomnieli? Spróbowałam i naprawdę nie poczułam nic, poza mlekiem i lodami oraz zdziwieniem, że szklanka mleka może kosztować prawie 12 zł.

Wystrój iCoffee jest typowy dla sieciówek, podobno od jakiegoś czasu taki styl nazywa się warszawskim. Przestronnie, nowocześnie, z menu wypisanym nad barem i ścianami w zdecydowanych (ale nie jaskrawych) kolorach. Bez szaleństw, niczym się to miejsce nie wyróżnia spośród setek innych sieciowych kawiarni, ale też nic mu zarzucić nie można. Są gazety do poczytania i wi-fi. Miła obsługa. Duży plus za ładną porcelanę i szklanki (a nie papierowe kubki).

iCoffee
Galeria Mokotów,
Warszawa, ul. Wołoska 12
zdjęcie w poście - www.icoffee.pl
dodajdo.com